Psiarz psiarzowi psiarzem

by - września 20, 2017

Na blogu pisałam już kiedyś o typach psiarzy. Notka stworzona była z przymrużeniem oka, bez wątpienia jednak wynika z niej, że psiarze są grupą, którą nie tylko zewnętrzne środowisko odbiera raczej ambiwalentnie, ale też, że my sami nie oceniamy siebie jednoznacznie. Myślę, że nie będzie przesadą powiedzenie, że polski psiarz (a może opiekun psa?) nie cieszy się szczególnie dobrą opinią. Zewsząd zalewa nas krytyka za niesprzątanie po pupilach czy całkowity brak kontroli nad nimi, zauważa się też nasze chamstwo i zadufanie. My sami za to z niesamowitą zajadłością lubimy zarzucać sobie nawzajem zerową wiedzę na temat opieki nad psami, wtykać nos w nieswoje sprawy i nadmiernie analizować życie ludzi, z którymi tak naprawdę nic nas nie łączy.


Najlepszym miejscem na rozpętanie dramy jest oczywiście Internet, gdzie można pokłócić się o to, że ktoś, zamiast kliknąć coś w stylu "Otrzymuj powiadomienia", wstawił pod postem kropkę (tak, wiem, że dotyczy to każdego tematu, nie tylko psiego). Oczywiście głupotą jest ocenianie całego środowiska przez pryzmat wirtualnej rzeczywistości i sama raczej gorzko uśmiecham się na widok posta, zwiastującego tzw. shitstorm, niż faktycznie się nią przejmuję. Odpowiedzi czytam bardziej z ciekawości, ale odpuszczam, gdy dostrzegam stale goszczące przy okazji takich  "dyskusji" nazwiska - mam już pewność, że oto przybyła ekipa od zadym i nie wyciągnę z wpisu kompletnie nic. Myślę, że każdy z nas wystawia sobie opinię wypowiedziami i niezwykle szanuję osoby, które potrafią kulturalnie wyrazić swoje zdanie (a wiem, że zachowanie spokoju nie jest łatwe, gdy trzeba po raz setny powtarzać oczywistości i zwyczajnie znosić głupotę innych - "powiedział psiarz" :D).

Wszyscy zatem wiemy, że są z nami - psiarzami - problemy i - według świata zewnętrznego - postrzegamy duet "ja i mój pies" za pępek świata. Dla odmiany, chciałabym w tym momencie nieco ocieplić wizerunek. Czy to prawda, że potrafimy jedynie uprzykrzać sobie wzajemnie życie i spacery?


Uważam, że nie. Przynajmniej z moich doświadczeń wynika, że nie jest to cecha ogółu. Może to kwestia miejsca zamieszkania, może miejsca spacerów, ja jednak częściej spotykam ludzi, którzy są naprawdę w porządku. Większość opiekunów stara się pilnować swoich towarzyszy, powiem więcej - potrafią powiedzieć "Sorry, to moja wina", a nie rzucić chamskim tekstem w moją stronę i odwrócić kota ogonem. Podczas spacerów generalnie rzadko wdaję się w dyskusję, ale jeśli już się to stanie, widzę w rozmówcach dużą sympatię nie tylko do własnego zwierzęcia, ale również do czyjegoś. Każdy, kto do mnie podchodzi (z różnych powodów), zawsze zapyta o Jima (królują pytania o rasę, a potem o to, gdzie on ma ogon ;). Chociaż wygląda on jak puchata owca, nikt nie głaszcze go bez pytania, nie pcha rąk, nie przywołuje natrętnie wbrew mojej woli. Inaczej było z Boną - zawsze zwracała uwagę, ludzie chcieli się z nią witać, dotknąć, przytulić, nawet zrobić sobie zdjęcie, ale też nie pamiętam, by kiedykolwiek było to dla mnie i dla niej szczególnie uciążliwe. Przypadków, kiedy druga osoba podchodziła w celu rozpoczęcia kłótni, również nie potrafię przywołać. Ponarzekać mogę jedynie na tych, których psy próbują do nas podbiegać (często odwołując się, ale jednak podchodząc), lecz nigdy nie zdarzyło się, żeby ktoś na nasz widok perfidnie spuścił ze smyczy zwierzaka, który faktycznie miał złe zamiary.


W moim mieście dostrzegam spory postęp w podejściu do wychowania czworonogów i zachowaniu ich opiekunów. W lokalnych psiarzach widzę dużą otwartość w związku z psimi tematami. Potrafią zupełnie obcej osobie opowiedzieć historię swoich zwierzaków czy autentycznie rozczulić się na wspomnienie o towarzyszu sprzed lat. Nawet ja, będąc odludkiem, który nie przepada za formą "small talk", mogę całkiem swobodnie opowiadać o mojej codzienności z czworonogami. Ba, nawet poświęcę komuś CAŁE pół godziny ;) Czuję, że łączy nas pasja, a wówczas nie mam wrażenia, że zanudzam drugą osobę kompletnie obcym jej tematem. To właśnie wydaje mi się cenne w naszej "psiarskiej" społeczności.

Mam wrażenie, że wszelka życzliwość zanika, gdy (pomijając uzasadnione reakcje, kiedy mierzymy się z chamstwem) psiarz ma okazję spotkać się z drugim psiarzem właśnie w Internecie. Można odnieść wrażenie, że tutaj nikt nikogo nie lubi. To tutaj, na rożnego rodzaju grupach, tworzą się wrogo nastawione do siebie "obozy", tutaj każdy może pisać o drugiej osobie co mu się żywnie podoba (a jako, że się niezbyt lubimy, to znajdą się sojusznicy, potwierdzający wszelkie brednie), tutaj nikt nikomu nie wybaczy pomyłki, bo zawsze ma pod ręką screena, który pogrąży oponenta, wreszcie - tu można zmieszać z błotem każdego, kto ma inne poglądy.

Uważam się za psiarza i lubię psiarzy w realu. "W realu" jest tu kluczowym określeniem. Nie przepadam za psiarzami w Internecie - za naszym czepialstwem, chęcią do robienia zadym i wykorzystywaniem każdego pretekstu do takowych. Wtrącaniem się w życie innych z "dobrymi radami", za którymi często stoi chamstwo, a nie chęć pomocy. Sprzedawaniem szerokiemu gronu ciekawostek z życia osoby, z którą dziś prowadzi się wojnę, ale niegdyś trzymało się sztamę i przyklaskiwało jej poczynaniom. Przykrym jest, że na żywo, przy okazji wystaw czy imprez sportowych, potrafimy obojętnie się mijać bądź silić na życzliwości, udawać, że wszystko jest w porządku, by dopiero w Internecie rozpoczynać pyskówki.

 A Wy jakie macie zdanie na temat środowiska? Czujecie się jego częścią, czy raczej stronicie od towarzystwa psiarzy?

You May Also Like

8 komentarze

  1. Dobrze powiedziane :) Nie ulega wątpliwości, że zachowanie ludzi w Internecie znacznie różni się od tego w świecie rzeczywistym - dzięki bezkarności i anonimowości pojawia się często nadmierna odwaga i rozdmuchane ego.
    Jako osoba unikająca kontaktów, a widok podchodzącego psiarza ze swoją pociechą kwitująca zwykle westchnieniem rezygnacji, nie mam zbyt wielu doświadczeń w tym temacie. Jednak tak jak piszesz - nigdy nie spotkałem się ze złośliwością ani wrogością. Sytuacje kłopotliwe wynikają raczej z beztroski i braku wyobraźni właścicieli. Internetowego jadu uświadczyć niemal nie można. "Niemal" ponieważ, niestety, tutaj również zdarzają się czarne owce. Sytuacje, które mam w głowie, miały miejsce na wybiegu - czyli jakby na to nie patrzyć: hermetycznym, psim obiekcie. Spotkać tam można klasyczne wymądrzanie się, złośliwe upominanie i patrzenie z góry. Na szczęście to raczej odosobnione przypadki. Jednak warto się, moim zdaniem zastanowić, czy konflikty nie pojawiają się czasem tam, gdzie jest duże skupisko psiarzy i pojawia się mnogość opinii, podczas kiedy przypadkowe spotkania przebiegają zwykle w atmosferze uprzejmości,
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wykluczam, że moja opinia wynika głównie z przynależności do 'bardziej świadomej' (nie jestem pewna, czy to dobre określenie) części środowiska, a nie należy zapominać, że za psiarzy uchodzą także osoby 'mniej wkręcone' w temat. Chciałabym też stwierdzić, że najwyraźniej bycie odludkiem nieco ratuje od wystawiania psiarzom "w realu" negatywnej oceny, ale zgaduję, że oboje wiemy, że to nieprawda ;) Masz absolutną rację co do tego, że za wieloma nieporozumieniami stoi "beztroska i brak wyobraźni". Uważam, że - na szczęście - obie te cechy są coraz częściej krytykowane nie na zewnątrz (przez "innych" ;), a właśnie wewnątrz środowiska - stąd powolna zmiana w mentalności psiarzy. Sami zaczynamy czuć, że niegrzeczny zwierzak to przede wszystkim nasz problem, a nie wszystkich dookoła. Mnie na przykład cieszy widok opiekuna bawiącego się z psem - doceniam, że potrafi zapewnić podopiecznemu inną rozrywkę, niż puszczanie go od jednego do drugiego czworonoga bez zgody drugiej strony (co powinno być standardem).
      Psie wybiegi to temat rzeka, wiem, że są różnie oceniane. Może właśnie przez wspomnianą mnogość opinii, zgromadzonych na jednym obszarze, takie miejsca faktycznie mają coś wspólnego z internetowymi grupami?

      PS Niektórzy nie potrzebują nawet anonimowości do plucia jadem.

      Usuń
  2. "Wtrącaniem się w życie innych z "dobrymi radami", za którymi często stoi chamstwo, a nie chęć pomocy" to jest chyba najczęściej spotykane i aż przykre.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cały problem polega na tym, że czasem trudno odróżnić jedno od drugiego. Bardzo dużo zależy od sposobu, w jaki wyrazimy swoje zdanie i od tego, jak nasz rozmówca reaguje na krytykę. Jednak kiedy ktoś potrafi powiedzieć A, a nie podejmuje się powiedzenia B, zaczynam wątpić w jego dobre intencje.

      Usuń
  3. Mamy dwa psy. W naszej okolicy obecnie nie ma za bardzo psów, bo wszystkie, że tak powiem 'poumierały ze starości'. A że wokół domu mamy swoje działki, to Aza i Lily biegają swobodnie. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z kolei, jako mieszkanka samego centrum miasta, mam wrażenie, że psów jest tu naprawdę malutko. Chociaż w mojej kamienicy mieszkają jeszcze cztery to praktycznie na siebie nie wpadamy. Za to spotykam ich sporo w naszym miejscu spacerowym, na terenie którego znajdujemy się dopiero po półgodzinnym marszu. Zazdroszczę więc własnego terenu dla psiaków :)

      Usuń
  4. Ja mam doświadczenia tak pół na pół - nie tak czarno biało, że w realu fajnie, w internetach fuj. W realu zostałam zaatakowana przez właścicielkę owczarka, czemu mój pies kagańca nie ma (Haker na ksywkę "Hipis - love and peace"), ale ok, mogła widzieć tylko wielkiego psa, W Internecie z kolei poznałam najbardziej życzliwe i pomocne osoby. Oczywiście też na niektórych grupach bywało mniej miło, a w realu jednego dnia wszyscy chcieli głaskać "białego wilka" i nawiązywaliśmy super psio-ludzkie znajomości. Tak więc różnie, bardzo różnie to u nas jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daleka jestem od sądzenia, że w realu mamy tylko idealnych opiekunów! Uważam po prostu, że nie zawsze i wszędzie jest tak źle, jak często wypisujemy w Internecie (gdzie każdy jest wzorem cnót we własnym mniemaniu i nie popełnia żadnych błędów). Całkowicie zgadzam się z tym, że bywa różnie - jak to z ludźmi ;)

      Usuń