1/07/2019

#Z życia wzięte 04 | Koszmarne dzieciaki

Temat relacji między dziećmi i psami jest bardzo kontrowersyjny. W Internecie krążą grafiki pokazujące, jak należy wchodzić z czworonogami w interakcje, można też przeczytać o mrożących krew w żyłach bliskich spotkaniach z obcymi maluchami, czy też pooglądać filmy lub zdjęcia, na których rodzic ewidentnie postradał zmysły i uważa, że zwierzak to najlepsza żywa zabawka (mimo że ten całym sobą pokazuje, że chciałby być gdzie indziej).

Mój Jim nie jest fanem obcych, ale kiedy jest zapięty na smycz zupełnie dla niego nie istnieją. Sprawa wygląda tak samo, gdy biega luzem i ma zajęcie, jednak kiedy ktoś do nas podchodzi zawsze mam oczy dookoła głowy. I wiecie co? Mimo wszystko, mam raczej pozytywne doświadczenia.


Kiedyś nie na żarty się przeraziłam. To było lato, Jim szedł trochę przede mną na smyczy, jednak nie na całej jej długości. Dookoła nie było ludzi... A przynajmniej tak myślałam. Kiedy wyszliśmy zza rogu znikąd zjawiły się dwie dziewczynki i w mgnieniu oka obie przykleiły się do psa. Jedna bez najmniejszej obawy złapała go za szyję i wtuliła się w białe futro, tuż przy głowie. Byłam tak zaskoczona, że nie wiedziałam, co robić. Z głupią miną rozejrzałam się za rodzicami z myślą, że w miły sposób zwrócę im uwagę, bo takie zachowanie może się kiedyś źle skończyć. Okazało się, że stali nieopodal, ale rozmawiali w zupełnie obcym języku i odpuściłam. Jim kompletnie olał dzieci, a one tak szybko, jak się pojawiły, tak szybko straciły zainteresowanie i sobie poszły. To chyba najmniej przyjemne spotkanie.

Druga z historii też rozgrywała się na smyczy. Wszystko działo się ekstremalnie szybko. Słuchałam muzyki i usłyszałam nagle głośne "Uwaga", jednak nim zarejestrowałam, na co mam uważać, młody kolarz wjechał prosto miedzy psa a mnie, zahaczył szyją o smycz i runął na ziemię. Nigdy wcześniej nic takiego mnie nie spotkało i byłam w szoku, że wcale nie tak małe dziecko zrobiło coś równie głupiego i nie pomyślało, że nie ma szans, żeby przejechać pod smyczą, czy żeby ta... magicznie zniknęła. Pamiętam tylko, że z jednej strony miałam spore wyrzuty sumienia, że akurat "przez nas" zaliczył wywrotkę, z drugiej ucieszyłam się, że trafił akurat na Jima. Inny pies mógłby skoczyć na leżące dziecko (dla zabawy) czy nawet wystraszyć się i zaatakować.

Dzieci często chcą głaskać J, pozwalam im na to, chociaż informuję, że zazwyczaj nie bardzo go to interesuje. Całkiem niedawno zrobiło mi się jednak naprawdę przykro z tego powodu. Czekaliśmy pod centrum handlowym na znajomą. Podszedł do nas chłopiec, grzecznie zapytał, czy można się przywitać, więc pozwoliłam. Jim za to robił wszystko, żeby tylko nie stracić z pola widzenia drzwi do Galerii (ma tak, jak na kogoś czeka) i zwinnie odsuwał się to w prawo, to w lewo, żeby chłopiec mu nie zasłaniał i w gruncie rzeczy właściwie nieświadomie nie dał się pogłaskać. Dzieciak dał za wygraną i zrobił tak smutną minę, że naprawdę było mi szkoda, że mam psiego gbura.

Innym razem, latem, Jim skakał do wody i pływał za piłką. Podeszły do nas dwie mamy z chłopcami, którzy nie byli szczególnie zainteresowane psem, panie za to z zaciekawieniem się nam przyglądały. Trochę porozmawiałyśmy i powiedziałam, że Jim ma mnóstwo energii i mógłby tak cały dzień biegać za zabawkami. Jedna z mam stwierdziła, że to zupełnie jak ich dzieci, ale niestety na zmęczenie ich nie ma tak łatwego sposobu. Słowo daję, że wyglądała, jakby było jej szkoda, że nie jest na moim miejscu :d


Z cyklu "fajni opiekunowie". Ostatnio przy przedszkolu mijaliśmy dwie rozbrykane dziewczynki, które były pod opieką starszej kobiety. Nie nastawiam się od razu na problemy, bo raczej nikt się wobec mnie chamsko nie zachowuje, ale zawsze może się zdarzyć, że usłyszę pretensję o coś związanego z psem. Pani zauważyła Jima, rzuciła okiem na dzieciaki i upomniała je stanowczo, żeby tak nie skakały, bo piesek się boi. Może i głupie, ale zrobiło mi się miło, że można patrzeć dalej niż na czubek własnego nosa (chociaż dzieci nam w ogóle nie przeszkadzały) :)

Tego lata zdarzyło się, że mój zwierzak przez prawie pół godziny bawił się z dzieciarnią na osiedlu. Dwie starsze dziewczynki podeszły z pytaniem, jak pies się nazywa i czy można się przywitać. A potem pojawiły się inne dzieci i się zaczęło. Usłyszałam historie o psach w ich rodzinie, każdy chciał rzucać frisbee, oglądać sztuczki i głaskać. Dla Jima to w sumie nie problem, za to ja przekonałam się, że do małych ludzi nie wszystko dociera. Niby rozumiały, że teraz robimy przerwę, pies się kładzie i odpoczywa, ale zaraz ktoś znów baaaardzo chciał się pobawić i łapał za zabawkę, zachęcając Jima do łapania. Uciekliśmy, jak tylko straciłam kontrolę nad stadem, ale nie wspominam źle tego spotkania.

Parę lat temu podczas spaceru mijaliśmy mamę z synkiem. Chłopiec długo przyglądał się Jimowi i w końcu powiedział rodzicielce, że... ten piesek jest brudny. Mama zaczęła go uciszać i odpowiedziała, że on ma tylko taki kolor :D


A Wam obce dzieci utrudniają życie czy wręcz przeciwnie?

2 komentarze:

  1. Przyznam się, że my też mieliśmy kilka nieciekawych sytuacji, w których to ja bardziej bałam się o cudze dzieciaki, niż ich rodzice. Niby da się przewidzieć reakcję psa, jeśli się go zna, ale każdy kto ma czworonoga wie, że nie na wszystkie sytuacje jest się przygotowanym...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie nie na wszystko można się przygotować, ale niestety, często to właśnie my, psiarze, musimy myśleć za całą resztę...

      Usuń