12/04/2016

Twój pies jest twoją wizytówką

To hasło, które z pewnością każdy z nas w życiu słyszał. Szczególnie często spotykałam się z nim na forach dotyczących szkolenia psów, gdzie zauważalna jest tendencja do przypisywania wszelkich psich problemów behawioralnych zaniedbaniu przewodnika. Kwestię tego, na ile zabieg ten jest uzasadniony, w tym miejscu pominę, zainteresowało mnie coś innego - adekwatność powiedzenia "jaki pan, taki kram". Jaki pan, taki... pies? Czy może odwrotnie?


Zdarza mi się zastanawiać nad tym, co ludzie (głównie ci, których widuję na spacerach) sądzą o mnie, patrząc na mojego Jima - bo przecież "pies upodabnia się do właściciela". A może - czego spodziewają się, patrząc na mnie, a nie znajdują w moim zwierzaku?

Po pierwsze - odludek. Na spacerach do nikogo nie podchodzę, ba, ja jeszcze odchodzę, kiedy ktoś się zbliża :D Najczęściej spaceruję sama, słuchając muzyki czy rozmawiając z psem. Jim z kolei nie przepada za przypadkowymi spotkaniami. Kto od kogo przejął? Chyba nasza cecha wspólna.

Po drugie - roztargnienie. Kiedy zaczynam trening rzucam rzeczy "gdzie bądź" - zdarza się, że po paru godzinach muszę cofać się w poszukiwaniu smyczy, zostawionej gdzieś w trawie. Nauczyłam się już dokładnego sprawdzania, czy wszystkie zabawki lub aparat są na miejscu, ale incydenty ze smyczą mam całkiem często. Jim sprawuje się tutaj dużo lepiej, ale zdarza mu się, że wróci z jeziora bez aportu. Poza tym, przez 1/3 czasu patrzy się w niebo, przez co wygląda na roztargnionego. Raczej cecha typowo moja ;)

Po trzecie - nerwowość, co w połączeniu z roztargnieniem wygląda dosyć... żałośnie. Jestem typem panikarza i często staram się wyprzedzić fakty, co rzadko wpływa korzystnie na sytuację. Przez to mam tendencję do demonizowania własnego psa, żeby tak naprawdę mieć święty spokój. Jim na spacerze jest psem bardzo impulsywnym, wszędzie go pełno i nie zawsze potrafi utrzymać emocje na wodzy. Równie często, co ja, uprzedza reakcję innych, przez co sprawia okropne pierwsze wrażenie. Wydaje mi się, że w tej kwestii wpadliśmy w błędne koło. Ja stresuję się, bo wiem, na co go stać, on stresuje się, bo wie, że ja się stresuję... Poza tym, oboje nie lubimy przebywać w tłumie i bardzo szybko się poruszamy, kiedy przyjdzie nam się zmierzyć się z masą ludzi. Nasza wspólna cecha, niewątpliwie.

Po czwarte - przyjazne nastawienie. Nie budzi we mnie wątpliwości, że choćbym się starała, nie mogę wyglądać groźnie, po prostu nie mogę :P Zwykle uśmiecham się i skłaniam się ku uprzejmości w odnoszeniu się do drugiej osoby, nawet, jeśli jej obecność nie jest mi niezbędna do szczęścia. Zawsze zamienię parę zdań i nie pożegnam nikogo chamską odzywką (czasami by się przydało). Z tego względu ludzie podchodzą i zagadują, oczekując się, że jesteśmy fajną parą. Jim też nie może sprawiać wrażenia groźnego - wygląda jak puchata, biała owca. Z tym, że on nie jest już taki miły - nie ma problemu z opędzaniem się od towarzystwa. A więc - cecha moja, pies przejął pozornie ;) Niemniej, jest w niej coś wspólnego - dobieramy sobie często specyficznych kumpli.

 Po piąte - przewrażliwionie aka strach. Przyznaję, że można odnieść takie wrażenie, kiedy widząc na horyzoncie nawet małego psa, od razu łapię swojego - wygląda to, jakbym bała się, że zrobi krzywdę mojemu (padają oczywiście zapewnienia, że tamten nie jest groźny). Mylne to wrażenie, gdyż nie do końca chodzi tu o bezpieczeństwo Jima, raczej asekuracyjne zapewnienie sobie nad nim większej kontroli. Lękliwość to akurat w 100% cecha Jima i jeśli wyglądam, jakbym ją podzielała, to z pewnością przejęłam ją po nim.

Po szóste - aktywność. Ani ja, ani on nie umieramy z nudów, jeśli nie zapewni się nam przez cały dzień (a nawet parę dni) zajęcia, ale nie wyobrażam sobie spaceru, podczas którego nie robimy nic. Oboje jesteśmy podczas wyjść aktywni, on domaga się czegokolwiek, każde sięgnięcie do torby zostanie zarejestrowane. Ja natomiast czuję potrzebę spacerowania dłużej, niż godzinę i nie potrafię wychodzić na piętnastominutowe spacery (a jeśli - zrobię trening). Także - oboje tak mamy.

To wszystko, co przychodzi mi do głowy, jeśli chodzi o nasz wizerunek spacerowy. Jak widać, parę rzeczy współgra, nie jesteśmy jednak idealnie zgranym teamem, który we wszystkim się zgadza.


Pozdrawiamy,
B & A &J
Czytaj dalej...

11/17/2016

#Photo of the day 02



Nie pozwól nikomu wmówić Ci, kim powinieneś być.

#rebelrebel

Czytaj dalej...

7/18/2016

Nowa sztuczka

Mój pies ma wyjątkowe szczęście. Sesja w tym semestrze dłużyła się niemiłosiernie, bo ostatni egzamin przypadał na 29 czerwca, w międzyczasie miałam naprawdę mało czasu dla psa. Kiedy w pierwszy tydzień lipca wybraliśmy się na pierwszy porządny i długi spacer, Jimmy wrócił z niego z koszmarnie rozwaloną poduszką, co zauważyłam dopiero w domu. Oczywiście wyniknął z tego zakaz spacerów. Na domiar złego ostatnio pogoda jest fatalna, leje tak bardzo, że nawet dobrze zabezpieczony opatrunek po chwili jest doszczętnie mokry. Dlatego też Jimmy od początku wakacji jest psem miejskim, spaceruje sobie w centrum miasta i bywa na eventach, jak na mieszkańca metropolii przystało ;)



Uznałam, że to dobry moment na zajęcie go różnymi sztuczkami. I tak Jim doskonalił dwie umiejętności: obracanie się dookoła na misce oraz wyrzucanie śmieci. Tak prezentuje się pierwsza (opanowana w jakichś 90% ;):



Tegoroczne wakacje spędzam trochę inaczej, a na jeden wyjazd planuję zabrać Jimsa. Pomysł zrodził się już parę lat temu, ale zawsze coś nie pasowało... Trzymajcie więc kciuki, żeby wypad doszedł do skutku! :D
Czytaj dalej...

5/28/2016

Lękliwy pies w przestrzeni publicznej

Pies lękliwy to temat, który nieustannie przewija się na blogu. Jim miał taki problem już wtedy, kiedy trafił do mnie - na widok czworonogów natychmiast uciekał w drugą stronę, nie zważając ani trochę na swoje bezpieczeństwo. W pewnym momencie zaczął bać się również wielu innych rzeczy: rowerów, dźwięków, cieni, które pojawiały się na ścianach w mieście wieczorową porą, czy migających świateł. Mimo pracy nad jego charakterem, wciąż jest to zwierzak, któremu akceptacja obcych ludzi i psów sprawia trudność - najczęściej stanowczo daje do zrozumienia, że wolałby, by nieznajomi zniknęli z pola widzenia. Takie problemy są dla właścicieli, żyjącymi z lękliwymi czworonogami, czymś - powiedzmy - normalnym, a na pewno są z nimi zaznajomieni i wiedzą, jakich sytuacji należy unikać. Resztę często "psie odchyły" wpędzają w niemałe zdumienie, przez co padają pytania typu: "Jak to, to ten pies ma osiem lat, a wciąż taki nieogarnięty?", "A, to on jest po przejściach?", "Czemu on tak piesków nie lubi?".

Kilka uwag do świata, które ułatwiają nam życie.

Nie baw się w behawiorystę
Wiele razy słyszę, że ktoś nie ma problemu z kłapiącym Jimem - jego pies jest stabilny psychicznie, ucieknie, nie odwarknie, zignoruje. Nie muszę wspominać, że słyszę to od ludzi, którzy sami do nas podchodzą - ja nigdy tego nie robię, trzymam się na dystans od większości, nie chcąc nikomu wchodzić w drogę z moim nie do końca normalnym psem. Uwierzcie mi, że ostatnim, czego taka para chce, jest usilne przekonywanie, że drugi czworonóg załatwi sprawę - nawet, jeśli jest w tym trochę racji.

Nie kwestionuj
Jeśli druga strona informuje wprost, że pies jest lękliwy, nie podważaj jej opinii - często spotykam się z bagatelizowaniem sprawy bądź też sugerowaniem całkiem innego podłoża problemu. Jim nie jest typem, który ze strachu wpada w panikę - on od razu odgania psa: wtedy zdarza mi się słyszeć, że przecież nie tak zwierzę okazuje swój lęk. Właściciel zna jednak swojego towarzysza lepiej i wie, że być może przy dłuższym i inaczej zainicjowanym kontakcie psy podeszłyby do siebie przyjacielsko i nie ma potrzeby wysłuchiwania opinii kogoś, kto widzi jego zwierzaka po raz pierwszy w życiu.

Nie miej pretensji....
...jeśli to Ty dążyłeś do spotkania. Usłyszałam kiedyś, że Jim jest fałszywy, bo z daleka wyglądał łagodnie i przyjaźnie. Zdarzyło mi się też wysłuchiwać pretensji, że nie powinien bywać w miejscach publicznych. Naprawdę nie czuję się dobrze z tym, że to mój podopieczny zachowuje się wobec kogoś nieprzyjemnie i zawsze przepraszam - ale nie będę jednak czuć się winna, jeśli to ktoś się nam narzuca.

Nie czuj się urażony...
...jeśli zostaniesz poinformowany, by nie podchodzić. Zdarza się, że ludzie zmieniają nagle swoje nastawienie, gdy proszę, żeby się nie zbliżali. Nie robię tego złośliwie - staram się tylko dbać o bezpieczeństwo. Podobnie jest, gdy zauważam, że kontakt zaczyna iść w złą stronę (mój przestaje być sympatyczny, czyjś robi się coraz bardziej nachalny) - nie ma co obrażać się, gdy ktoś powie "dość".

Nie dąż do kontaktu za wszelką cenę
Nie próbuj przekonywać czyjegoś czworonoga, że jesteś super tylko dlatego, że czujesz się niezręcznie i niekomfortowo z powodu jego strachu przed tobą. "Nieśmiałość" psów często wywołuje w nas konieczność uświadomienia im, że nie jesteśmy groźni - i często robimy to nie tak jak powinniśmy, zrażając je do siebie jeszcze bardziej. Ja obserwuję to nawet wśród moich znajomych, którzy wystraszonego Jima chcieliby wręcz zagłaskać, by tylko się uspokoił - co, jak można wywnioskować, nie rozwiązuje problemu.

Szanuj strefę komfortu
Jeśli wiesz, że dany pies się boi, nie ignoruj sprawy. Skoro twój nie ma takich problemów, nie zaczepia też innych czworonogów - spróbuj utrzymywać pewien dystans, aby obie strony nie wchodziły sobie w drogę. Bardzo cenię ludzi, którzy potrafią przytrzymać swojego towarzysza czy odwołać go, jeśli musimy się minąć i nie pozwalają swojemu na podbieganie w celu przywitania się. Niby mała rzecz, a pomaga uniknąć konfliktów i zbędnych nerwów.

Reaguj, jeśli twój pies się zapomni
Nawet jeśli zapoznanie przebiegnie pomyślnie, podczas zabawy może dojść do sytuacji, gdy lękliwy pies zaczyna być ofiarą naszego. Nie należy wtedy uznawać, że to tylko taka forma rozrywki - warto zainterweniować i przerwać zachowanie. Dla naszego z pewnością znajdzie się inny towarzysz, a lękliwemu psu nachalność i napastliwość drugiego nie wyjdą na dobre.

Widzisz żółtą wstążeczkę?
Swego czasu ruszyła ciekawa inicjatywa, która ma pomagać psiarzom w komunikacji - Yellow Dog Project (klik). Przyznam, że sama nie spotkałam się w moim otoczeniu z widokiem psiaka oznakowanego w ten sposób, niemniej jestem świadoma komunikatu. Jeśli ktoś jeszcze nie wie, o co chodzi - zachęcam do poczytania na ten temat!


Każdy z nas jest odpowiedzialny za swojego psa i jego poczynania. Rozumiem, że inni mają prawo machnąć ręką na strachy mojego - chciałabym tylko, by się do nich nie przyczyniali. Wykażmy się odrobiną empatii, pomyślmy o konsekwencjach naszej lekkomyślności - jestem pewna, że druga strona to doceni. Wszystko, co napisałam, odnosi się tak naprawdę do zachowań wobec każdego napotkanego na spacerze zwierzaka - jednak nie w przypadku wszystkich może prowadzić do naprawdę przykrych konsekwencji.




Czytaj dalej...

4/09/2016

11 pytań



Zostaliśmy nominowani do zabawy przez znajomą z bloga naked, brindle & curly.

1. Ulubiona zabawka twojego psa/psów?

Bona, jak wielokrotnie wspominałam, na zabawki nawet nie patrzy. Jim natomiast lubi je ogólnie, ciężko mi wytypować coś ekstra, ale chyba będzie to Frisbee, które wywołuje dziki szał ;)

2. Sposób na deszczowy dzień spędzony z psem?

Hm. Moje psy nie wymagają zajmowania się nimi non stop - także, jeśli pogoda nie pozwala na spacer, po prostu siedzimy w domu i każde z nas robi swoje. Czasami robię krótkie sesje treningowe, kiedy przypomni mi się, że warto coś doszlifować.

3. Sztuczka, której chcesz nauczyć swojego psa, ale wam nie wychodzi z jakiegoś powodu?

Temat rzeka, biorąc pod uwagę, że dużo sztuczek ma status "zawieszonych". W przypadku Bony jest to próba uzmysłowienia jej tak zwanej "świadomości ciała", ale jeszcze nie wymyśliłam sposobu na to, by postawiła chociaż jedną łapę tak, jak powinna. Jeśli chodzi o Jima, takową sztuczką może być chodzenie na przednich łapach - mamy opieranie zadu na ścianie, nie umiemy oderwać się od niej.

4. Ulubiona miejscówka na psie spacery?

Jedyna możliwa to katowicka Dolina Trzech Stawów - tam mamy w miarę blisko i tam możemy zapuścić się na tereny, na których rzadko kto bywa. Poza tym jest to miejsce odwiedzane przeze mnie od dzieciństwa i chociaż teraz je przebudowują (straszne!), to mam do niego sentyment. Jeszcze jest gdzie postawić stopę z dala od dzieci i innych ludzi - więc śmiało mogę je nazwać ulubionym. Drugie bardzo przeze mnie lubiane to pola w Rudzie Śląskiej, ale bywamy tam naprawdę rzadko (gdybym tylko miała takie w swojej okolicy).

5. Co sądzisz o grupowych spacerach z psami?

Dla mnie to super sprawa, jeśli spotykamy się z znaną nam grupą, w której ludzie panują nad swoimi psami i zwracają uwagę na ich zachowanie. Póki mogliśmy, sami często przyłączaliśmy się do takowych. Dla mnie najlepszymi są te, podczas których psy mają chwilę na zabawę czy swobodne poruszanie się, ale też właściciel może ze swoim czworonogiem trochę popracować i nikt nie patrzy krzywo na to, że jeden z nich zajmuje się czymś innym, niż beztroskim ganianiem z kumplami. A w takich spacerach niestety rzadko kiedy mam okazję uczestniczyć.

6. Gdzie zazwyczaj kupujesz akcesoria dla psa?

Zdecydowanie nie ma jednego miejsca, bo wszystko co mam pochodzi z innego źródła. Ostatnio zakupione zabawki mamy z Sharpak Factory, ale całą resztę nabywam w różnych sklepach. Jedyny fakt - wszystko zamawiam z internetu, nigdy stacjonarnie (co byłoby ułatwieniem, ale po co...).

7. Ulubiona firma produkująca psie artykuły?

Zabawki, z których jestem bardzo zadowolona, mam z Sharpak Factory, jak wyżej wspomniałam. Dla mnie to świetne produkty i pewnie nie raz jeszcze coś zamówię.  Natomiast bardzo podobają mi się zabawki Rauki, naprawdę przyciągają wzrok i kuszą :> A akcesoria typu szelki czy obroże - Oh My Pet i - nowe odkrycie - Wild Woof! Miałam okazję pomacać, jestem oczarowana.

8. Ile czasu zwykle zajmuje ci pisanie posta na bloga?

Bardzo dużo, czasami przekładam to na kolejny dzień... Ciężko ukryć, że mam tendencję do rozpisywania się, a że dodatkowo lubię poprawność językową i chcę mieć wszystko napisane dobrze, często przygotowuję też zdjęcia - siedzę trochę nad tym. Ale nie przeszkadza mi to ani trochę :)

9. Ulubiona dyscyplina psich sportów? Dlaczego akurat ta?

DogFrisbee bezapelacyjnie. Od zawsze miałam taki pomysł na sport z psem i póki co wciąż mi się podoba. Lubię w frisbowaniu to, że tylko z pozoru wygląda na zwykłe rzucanie kawałkiem plastiku, a faktycznie wymaga zgrania się, umiejętności i dobrej motywacji ze strony psa. Bez pomysłowości też ani rusz. Sama koncepcja freestyle'u opiera się przecież na stworzeniu układu ze wszystkich znanych nam figur w taki sposób, by był on oryginalny. DogFrisbee wybrałam też dlatego, że mogę trenować je kiedy i gdzie tylko chcę - znalezienie trawiastej i równej powierzchni nie jest trudnym zadaniem, nawet w moim mieście.

10. Najlepsze wspomnienie związane z psami? (Na pewno masz dużo, wybierz po prostu jedno z nich i opisz krótko ;))

 Jest ich faktycznie bardzo dużo! Za takie, które naprawdę dobrze wspominam, uznaję wakacje w 2007 roku spędzone na wsi z Boną. Idealne warunki dla nas - dużo przestrzeni, mało ludzi, możliwość przebywania poza domem bez ograniczeń, także psi kumpel - towarzysz wędrówek. Plus praktycznie brak kleszczy! Ponadto własny ogródek, ogrodzona posesja, więc dużo swobody - coś fantastycznego. Jedyne, na co można było narzekać, to brak zbiorników wodnych w okolicy. Z chęcią bym to powtórzyła w większym gronie, ale to chyba niemożliwe.

11. Ulubione strony internetowe o psiej tematyce?

Na chwilę obecną śledzę tylko blogi (te, do których linki można znaleźć na blogu). Od  czasu do czasu przeglądam sklepy z akcesoriami i fora (np. forum border collie). Od kiedy większość dzieje się na facebooku, przerzuciłam się na tę formę.




Pozdrawiamy,
B & A & J
Czytaj dalej...

3/12/2016

Smakołyki Merit Food

Smakołyki marki Merit Food o smaku rybnym i drobiowym to kolejny produkt, który otrzymaliśmy od sklepu Nasze Zoo do przetestowania. Tym razem testerami zostały oba psy, żaden nie miał obiekcji ;)


SKŁAD 
(podany na stronie sklepu)
  • wersja drobiowa:
  1. 80% świeżo przygotowanego drobiu (34% kurczaka, 30% kaczki, 16% indyka)
  2. biały ryż
  3. sos z kurczaka
  • wersja rybna:
  1. 80% świeżo przygotowanej i delikatnie gotowanej na parze ryby (48% łososia, 24% pstrąga, 8% białej ryby)
  2. ziemniaki
  3. bataty
Przeważają węglowodany, aczkolwiek myślę, że w przypadku przysmaków nie jest to aż tak duży problem.


ZASTOSOWANIE


Jak dla mnie, wielkość od razu wpisuje je w kategorię smaczków treningowych. W przypadku średnich psów są akurat takie, jakie być powinny, psy nie mają problemów z pogryzieniem. Co do twardości - taka jak w przypadku większości karm (do chrupania). 
Zapach oczywiście jest w pewnym stopniu wyczuwalny (chyba nie da się go pominąć przy takim składzie), szczególnie w przypadku wersji rybnej, aczkolwiek szczególnie nie uprzykrza treningu. Nie nazwałabym ich też smakołykami, które brudzą ręce, chociaż ryba jest trochę bardziej tłusta. Jak dla mnie - super rozwiązanie na szkolenie!

PODSUMOWANIE

Muszę przyznać, że nie miałam wcześniej pojęcia o istnieniu tej marki, wydaje mi się, że to nowość na polskim rynku. Więcej o ich produktach dowiedzieć się można tutaj. Moim psom ciacha zasmakowały niemalże od razu - ryba wywołała na początku zdziwienie, ale po pierwszym smakołyku psom było "wszystko jedno", którą wersję podaje, na obie się bardzo nakręciły. Nam jeszcze trochę zostało (każda paczka to 100g), ale widząc zainteresowanie futer od razu zaczęłam zastanawiać się nad zaopatrzeniem się w większą ilość - i strasznie żałuję, że przysmaki nie są dostępne stacjonarnie (a przynajmniej ja się na nie nie natknęłam). Co ważne, nie zauważyłam też żadnych problemów żołądkowych.

Oba rodzaje zakupić można na stronie sklepu NaszeZoo (tu i tu) w regularnej cenie 12 zł


Czytaj dalej...

2/21/2016

Gumowy pierścień na sznurku - Denta Fun, Trixie

Jakiś czas temu sklep NaszeZoo zaproponował nam przetestowanie jednego z ich produktów. Paczka dotarła do nas niedawno, ale zdążyliśmy już wyrobić sobie opinię na temat jej zawartości.
Sklep wysłał nam gumowy pierścień na sznurku Denta Fun, wyprodukowany przez Trixie. Z moich psów tylko jeden bawi się zabawkami, testerem został więc Jimmy.

OPIS PRODUCENTA
"(...) Podczas gryzienia zabawki dla psa dziąsła zwierzęcia są masowane, co poprawia ich ukrwienie i wpływa na dobry stan zębów. (...)"
Przed użytkowaniem

WRAŻENIE OGÓLNE/WYKONANIE

Zabawka składa się z ringo (średnica: 12 cm) i sznurka (41 cm). Pierścień wykonany jest z naturalnego kauczuku i jest stosunkowo miękki, co uważam za dużą zaletę - Jimmy nie lubi twardych gumowych zabawek, nie są dla niego atrakcyjne, w grę wchodzą tylko takie, w które można zatopić kły.
Na tej części zabawki znajdują się różnego rodzaju wypustki, które według zapewnień producenta powinny masować dziąsła, co ma poprawiać ich ukrwienie i jednocześnie je wzmacniać (a utrzymywanie dziąseł w dobrej kondycji sprzyja zębom - tyle wiem ;). Jeśli pies samodzielnie bawi się zabawką, z pewnością taki proces zachodzi, nie jestem jednak w stanie ocenić, czy w przypadku wspólnej zabawy efekty będą takie same. Gryzienie powinno też w pewnym stopniu oczyszczać zęby.

Sznurek natomiast jest bawełniany, długi, zakończony rączką, co ułatwia rzucanie, a także zapewnia komfortowe szarpanie się z psem. Według producenta jest gruby, jak dla mnie - średniej grubości, standardowy. Nie jest nieprzyjemny w dotyku, a pies równie chętnie łapie za linkę, co za ringo, wnioskuję więc, że dla psiego pyska również. Jimowi nie udało się przegryźć sznurka, a uwierzcie mi, że jest do tego zdolny, gdy spuści się go z oka.

Zabawka dostępna jest w dwóch wariantach kolorystycznych - różowym z sznurkiem fioletowo-turkusowym (nasza wersja i jak dla mnie - ładniejsza ;), także pomarańczowym z sznurkiem groszkowo-malinowym.

Jeśli chodzi o zapach (wiem, że dla niektórych to istotna kwestia), nie można uznać go za uciążliwy, chociaż oczywiście guma jest wyczuwalna (tego chyba nie sposób uniknąć).


ZASTOSOWANIE

Zabawka może służyć do samodzielnej zabawy (pod kontrolą, jak przy wszystkich gumowych), ale świetnie sprawdza się też na spacerach (my praktykujemy taką wersję). Jest przeznaczona dla dużych i średnich psów - jak informuje producent, dla małych będzie raczej zbyt ciężka. Jimowi jednak noszenie jej nie sprawia żadnych problemów, rozmiar jest w sam raz. Dzięki rączce można wyrzucić ją całkiem daleko. Przeciągać da się też samym ringo, średnica pozwala na złapanie za nie i uniknięcie jednocześnie psich szczęk. Sznurek na środku jest grubszy, jeśli nasz towarzysz preferuje taki materiał w pysku, można również bawić się samą linką.




WYTRZYMAŁOŚĆ

Jak wspomniałam, zabawka jest miękka, co stawia wytrzymałość pod znakiem zapytania (pojawia się ryzyko rozerwania pierścienia). Po pierwszym większym szarpaniu na naszej pojawiła się mała dziura (KLIK) i pomyślałam, że to na pewno nie będzie rozwiązanie na dłużej. Testowana była jednak w ekstremalnych warunkach (Jim często niszczy, bo mocno szarpie) i to jedyny uszczerbek, jakiego doznała; poza tym, jest tylko porysowana, w niewielu miejscach widać wgniecenia.
Mnie nurtowała też inna kwestia, mianowicie - jak spisze się sznurek i czy utrzyma się na swoim miejscu, gdy pies będzie ciągnął naprawdę mocno. Przy podobnych produktach zdarzyło się już, że zostawałam z sznurkiem w ręce, tym razem jednak zabawka zdała test, a linka nie ustąpiła (tylko węzeł wsunął się do środka).


CZYSZCZENIE

Bezproblemowe, wystarczy przemyć zabawkę wodą z mydłem. Chociaż są wypustki, nie miałam problemu z doczyszczeniem jej. Na dzień dzisiejszy prezentuje się tak:


PODSUMOWANIE
+ miękka - zachęca do podgryzania
+ pierścień się nie odkształca
+ pozwala na zabawę w przeciąganie
+ można ją daleko wyrzucić
+ wytrzymałość
+ solidne wykonanie
+ łatwość czyszczenia
+ ładna kolorystyka obu wersji
- nie wszystkim psom spodobają się wypustki
- dla niektórych psów może być zbyt ciężka
- cena
Nie mam dużego doświadczenia z marką, nie kupuję ich produktów, ale ten spełnił oczekiwania, czym mnie nawet zaskoczył. Moim zdaniem jest wart swojej ceny, aczkolwiek biorę pod uwagę, że dla niektórych będzie ona wygórowana. Warto przy tym pamiętać, że znalezienie wytrzymałej zabawki dla psów o mocnych szczękach nie jest łatwym zadaniem. Plus dla sklepu za list adresowany do burków ;) My - polecamy!

Zabawkę testowaliśmy dzięki uprzejmości sklepu NaszeZoo, tam też można zakupić ją (KLIK) w stałej cenie 47 zł, a na chwilę obecną promocyjnej - 36,90 zł! :)




Pozdrawiamy,
B & A & J
Czytaj dalej...

2/11/2016

Paczka-niespodzianka


Testowanie trwa... ;)





Czytaj dalej...

1/13/2016

Jak to jest z tym frisbee?

Zdjęcie autorstwa A. Zmysłowskiej

Jako, że mam coś bardzo ważnego do zrobienia, to piszę na blogu, dzisiaj będzie pewnie trochę nieskromnie, ale to jeden z postów pochwalnych na cześć Jimmsona ;) Będzie duuużo zdjęć, za których jakość z góry przepraszam. Zaznaczam też, że żaden ze mnie ekspert i chcę przybliżyć jedynie naszą historię, a może ktoś znajdzie w niej coś dla siebie.

Adres i tytuł bloga nie są przypadkowe - Jimmy potrafi latać :D Od kiedy pojawił się w moim domu wiedziałam, że będę chciała spróbować z nim DogFrisbee, sportu, który zawsze bardzo mi się podobał. Mały lubił zabawki (wow!), mimo początkowej niechęci do przynoszenia aportu udało się go przekonać, ze warto i tak oto w domu zawitało pierwsze gumowe frisbee.


Młody Jim (3 miesiące) polubił swój gumowy talerzyk i chętnie za nim ganiał, co nie zmienia faktu, że namierzona nagle w trawie reklamówka mogła okazać się ciekawsza, niż rzucony dysk. Długo się nim bawiliśmy, zanim nie zgubiło się gdzieś na spacerze.
Zabawka to Trixie Frisbee gumowe. Spotykałam się z różnymi opiniami na temat rozpoczynania treningów gumowymi czy szmacianymi talerzami, natomiast - opierając się na własnym doświadczeniu - uważam, że warto zapoznawać psa z frisbee właśnie poprzez takie wynalazki. Nie są nieprzyjemne dla pyska, raczej ciężko rzucić je w taki sposób, by uderzyło w zęby/uszkodziło dziąsła, dzięki czemu nie zniechęcimy pupila do tej formy zabawy. Można nimi puszczać rollery (od czego my zaczynaliśmy), ale jest to trudniejsze, niż puszczanie ich zwykłymi dyskami. Właściwości lotne nie są powalające, ale jeśli ma się wprawę, da się wyrzucić na parę metrów. Dla mnie jednak nie miało to znaczenia, bo w ten sposób próbowałam tylko nakręcić Jimmy'ego na taki typ zabawek. Poprzez nakręcanie rozumiem (w przypadku Jima-szczeniaka) przede wszystkim szuranie po ziemi z głośnym "szszsz", co wprawiało go w dziki szał, poza tym pokazywanie, że frisbee jest fajne tylko w moich rękach (delikatne szarpanie się, zabawa dyskiem jedynie ze mną - nie zostawiałam go później do dyspozycji psa).
Z czasem próbowałam wprowadzić plastikowe frisbee i okazało się, że nie są wcale fajne (patrz: pierwsze zdjęcie). O ile gumowe cieszyły się zainteresowaniem, te "prawdziwe" zdecydowanie nie należały do jego ulubionych zabawek. Oczywiście pies za nimi biegał, nawet podnosił, ale wyraźnie nie była to dla niego najfajniejsza forma rozrywki. Na ostatnim zdjęciu ma już 7 miesięcy i wciąż nie jest to moment przełomowy. Nastąpiła dłuższa przerwa, dyski wyciągnęłam po trzech miesiącach, kiedy Jimmy miał już ok. 10. Wtedy jakby zupełnie zmienił zdanie, stał się niesamowicie zmotywowany i chętny do gonienia talerzyka.
Nasze pierwsze poważne dyski to Competitiony (Competition standard). Używaliśmy ich też później, młody pies nie miał z nimi żadnych problemów, zawzięcie się nimi przeciągał czy łapał backhandy.
Skąd ów przełom się wziął? Być może pomogła właśnie długa przerwa. Gdybym usilnie próbowała przekonać go, że dyski są fajne, wątpię, że byłby ich takim fanem po dzień dzisiejszy. Może po prostu poszłam na łatwiznę, ale cóż...
Rzucaliśmy overy i płaskie backhandy, do których mój pies i tak trochę wyskakiwał (bo jest z tych, które mają w tyłku sprężynę). Poza pracą nad aportem ogólnie, nakręcaniem na zabawki, dbałam także o podniesienie "wartości" dysku.

 I tak dużo się szarpaliśmy, bo Jim uwielbia taką formę zabawy (dlatego też przy piłkach staram się mieć sznurki ;). Po każdym przyniesieniu starałam się przez chwilę poszarpać, co poskutkowało wciskaniem mi dysku do ręki. Jednak wiązało się też z ryzykiem, że będzie oczekiwał szarpania po każdym rzucie, czego bardzo nie chciałam (ciężko potem pracować na odległość).


Zaczęliśmy więc uczyć się wymiany dysków, pracy na dwa dyski. Wiem, że są psy, które mają "swój" typ i choćby człowiek posługiwał się tuzinem talerzy, one będą uparcie trzymać ten wybrany w pysku. U nas taki problem nie wystąpił, bo poprzez wpajanie od małego, że taka zabawka jest fajna tylko wtedy, gdy trzymam ją ja, Jim nauczył się wypuszczania z pyska talerza, gdy ja mam już w ręce drugi. Jeśli jednak pies ma problemy z automatycznym przestawieniem się, warto nauczyć go komendy puść i zaznaczać nią moment, kiedy powinien przekierować uwagę.

Pierwszy atut frisbee-Jima jest taki, że walczy do końca.


Dla tak kiepskiego rzucacza, jakim byłam w tamtym momencie, było to coś cudownego, bowiem "łapalność" dysków w porównaniu do ich lotu była wprost niesamowita. Jak ten talerz by nie leciał, tak Jim starał się go złapać. Z drugiej strony, niektóre rzuty były tak fatalne, że lepiej zrobiłby, gdyby nie marnował sił i za nimi nie gonił.
Najważniejsza chyba rzecz - trzeba nauczyć się rzucać. Można mieć psa, który tak jak mój będzie się po prostu starał, ale treningi nie wypadają zadowalająco (przynajmniej tak było w moim przypadku), gdy ta druga strona musi ratować każdego "naleśnika". Mi bardzo długo zajęło opanowanie technik rzutowych na przeciętnym poziomie i dopasowanie się do psa, w dużej mierze dlatego, że on sam odwalał kawał dobrej roboty - a wtedy nie czujesz się tak kiepsko z powodu własnej nieudolności ;)
Nie zmienia to faktu, że jeśli chcemy wykonywać bardziej skomplikowane figury, a nasz towarzysz jest z tych, które za dysk zrobią wszystko, musimy kontrolować rzuty, aby zwyczajnie nie zrobić mu krzywdy. Co z tego, że wybija się on przepięknie i na duże wysokości, skoro podajemy dysk tak, że podczas skoku - z naszej winy - przyjmuje dziwne, niebezpieczne pozycje (np. musi wygiąć szyję pod nienaturalnym kątem)?
Często spotykam się z problemem złego lądowania i koniecznością ćwiczenia techniki. W naszym przypadku nie było to dużym problemem, bo Jim naturalnie ładnie opada. Oczywiście, że ma za sobą jakieś nieciekawe lądowania (które nigdy nie skończyły się kontuzją), ale obserwując go widzę, że jest bardzo "zwarty" i panuje nad ciałem podczas lotu (bardzo często ładnie się zwija). Dlatego też nie mogę zbyt wiele powiedzieć w tej kwestii.
Pamiętaliśmy także o rozgrzewce przed treningiem. Na ten temat powiedziane zostało stronie Latających Psów, gdzie odsyłam: klik.
A powracając do pierwszych słów:










Zdjęcie autorstwa A. Zmysłowskiej





Zdjęcie autorstwa A. Zmysłowskiej


Zdjęcie autorstwa A. Zmysłowskiej






(zdjęcie na dole po prawej autorstwa A. Zmysłowskiej)

Latający Jim wygląda imponująco, jednak gdyby nie świadomość, że potrafi poprawnie lądować, ma fajną budowę i jest w dobrej kondycji, poza tym nigdy nie trenuje bez rozgrzewki (samo dojście do miejsca docelowego to zazwyczaj 30 minut marszu), raczej przyglądałabym się tym skokom sceptycznie. Jak dla mnie w DogFrisbee absolutnie nie chodzi o to, żeby nasz pies wzbijał się na nieprawdopodobne wysokości, szczególnie, jeśli nie ma ku temu predyspozycji - z większym podziwem patrzę na pary, które potrafią się świetnie zgrać i wprowadzają elementy, których nigdy wcześniej nie widziałam, niż bazują na efektownych wyskokach czworonoga.
Mój pies inaczej nie potrafi. Nie muszę rzucać wysoko, aby on sam wysoko skakał, dla niego łapanie bez oderwania się od podłoża to coś niemalże nie do wykonania. Z back vaultów zrezygnowałam już całkowicie, bo nie była to technika, w której czuję się na ten moment pewnie - choć nie jestem panikarą nie chcę, by stało się coś złego. Nie zmienia to faktu, że Jimmson dalej robi za sprężynę, bo tak po prostu lubi.

Podsyłam jeszcze jeden filmik, gdzie widać, że radzi sobie ze swoim ciałkiem, mimo marzeń o byciu lotnikiem:



Co jest chyba najbardziej niesamowite, Jim oferuje sam z siebie bardzo dużo. Wiele technik wymagało ode mnie jedynie odpowiedniego wyrzutu dysku i ułożenia ciała, by zrozumiał o co chodzi. I właśnie to sprawia, że dla mnie jest mistrzem - jednym słowem, z każdym, kto potrafi "ciepnąć", pokaże klasę ;)
W lutym 2009 nawet nie spodziewałam się, że z niego:


Wyrośnie taki "sportowiec" :D

Kończę absolutnym dziełem:

Zdjęcie autorstwa A. Zmysłowskiej


Pozdrawiamy,
B & A & J
Czytaj dalej...

1/02/2016

#Z życia wzięte 01

Dlaczego psiarz kupuje na zapas i na co mu parę takich samych zabawek?

Od czasu do czasu lubię kupić coś nowego. Z zabawek do szaprania mieliśmy tylko piłki, pojawił się więc pomysł zakupienia jakiegoś wypasionego szarpaka. Z oferty zaufanego źródła wybrałam takiego właśnie super futrzaka...


Pies oszalał na jego punkcie, ale pojawił się "mały" problem - woli bawić się kudłami, niż piłką. Może piłka mu nie pasuje (w końcu nigdy takiej nie miał, to pierwszy sum-plast)?


Otóż nie. Tak lepiej. Cieszy bardziej.

PS Nie, nie urwała się podczas szarpania... A Jimmy nigdy nie niszczy i nie kradnie.
Czytaj dalej...