11/21/2015

Nie taki diabeł straszny

Często na blogu żalę się, jak to ciężko czasami bywa z Jimsem i jego nietypowym charakterem, jak bardzo jesteśmy z tego powodu "wycofani", odosobnieni i tak dalej... Chyba nigdy nie pojawił się tutaj post, w którym nie napisałabym, że coś z nim nie tak (nawet w tym nie należy spodziewać się samych superlatyw), a więc ktoś, kto nigdy nie miał z nim do czynienia może pomyśleć, że z nim "wszystko nie tak". Cóż, należy się sprostowanie i rehabilitacja, bo zdaję sobie sprawę, że jestem wobec niego bardzo krytyczna i mam raczej skłonności do koncentrowania się na tych negatywnych cechach. A przecież Jimmy, który notabene skończył w tym miesiącu siedem lat, jest po prostu... wyjątkowy.

Poważnie, nie znam drugiego takiego psa. Zawsze śmieję się, że jest jedyny taki na świecie. Co prawda głównie dlatego, że nie spotkałam jeszcze tak specyficznego (w znaczeniu pejoratywnym, niestety) czworonoga, ale też przez wzgląd na to, że wszystko, co sobą reprezentuje poza byciem nieprzewidywalnym strachulcem często sprawia, że wręcz nie mogę uwierzyć, że w jednym psie może istnieć tyle sprzeczności. Często mówię, że on się boi, on nie lubi, on nie chce. Pora to odwrócić! :) Postaram się wypisać przede wszystkim te wyjątkowe z mojego punktu widzenia aspekty, które niekoniecznie widuję u wszystkich psów.

Cechą, którą w nim uwielbiam, jest słuchanie. I nie chodzi o to, że jest (i czy jest ;) posłuszny, mam na myśli chęć słuchania tego, co mówię do niego ot tak. Kiedy się odzywam, zawsze zwraca na mnie uwagę, nawet jeśli śpi, to mogę spodziewać się rychłego przebudzenia, uniesienia głowy i pytającego spojrzenia. Są słowa wzbudzające w nim duże zainteresowanie, łączące się z charakterystycznym head tiltem, dotyczące wartości takich jak piłeczka, frisbee, chcesz?, ale reaguje w taki sposób też na co?, halo, popatrz, a nawet całe sentencje, jak "Wiesz kto dzisiaj przyjdzie?". Momentami mam wrażenie, że on po prostu rozumie co się do niego mówi, rozróżnia sensy wyrazów, chociaż przecież tak nie jest. Właśnie z tego względu mówię do psa naprawdę dużo - informuję gdzie skręcimy, gdzie zaraz pójdziemy, kogo zaraz zobaczy...

Za kolejną zaletę uważam pewne "wbudowane" zachowania, które można łączyć z łatwością uczenia się. I niekoniecznie chodzi o szybkie pojmowanie tego, co tłumaczę, ale jakąś wrodzoną zdolność do prezentowania pewnych czynności dokładnie tak, jak powinny one wyglądać. Przykład - nauka vaultów. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek próbowała krok po kroku nakierowywać go na ich właściwe wykonywanie (a nawet jeśli, to nie wyszło), on w pewnym momencie po prostu się odbił, kiedy poklepałam się po boku. Podobnie "po prostu" zaczął ładnie skakać po frisbee, wykonywać flipy - wystarczyło, że ja dobrze zrealizowałam swoją część pracy, a resztę on po prostu wiedział. Przy nauce komend wystarczy drobna, ale jasna wskazówka, by pojął jak finalnie ma ona wyglądać. Oczywiście to nie reguła, ale bardzo dużo daje od siebie i to sam z siebie.

Ponadto, cudownie reaguje na wszelakich domowników. Nigdy nie było najmniejszych problemów w kontaktach z Boną (a przynajmniej nie z jego strony), kotami, szczurami. Oczywiście, że czasami zaczepia koty, gdy one tego wyraźnie nie chcą, ale nie zdarzyło mu się przejawianie agresji w stosunku do nich, podobnie jak wobec gryzoni czy też ludzkiej części rodziny. W warunkach domowych jest totalnym pacyfistą, zawsze schodzi z drogi i respektuje czyjeś zdanie.

Ma fantastycznie działający przycisk "on/off". W pomieszczeniach, zarówno jego prywatnych, jak i w tych odwiedzanych przy różnych okazjach, psa po prostu nie ma. Zazwyczaj gdzieś leży i nie wymusza uwagi, czasami przynosi swoje zabawki, ale zdarza się to kiedy ktoś go zaczepia i wprawia w zabawowy nastrój. Bywa, że szczeka na coś, ale nie jest typem, który będzie stał pod drzwiami i reagował na każdy ruch na klatce schodowej. Z tego też względu czuję, że mogę wziąć go ze sobą wszędzie (o ile nie będzie tam głośno), bo nie będzie przeszkadzał innym.

Zachowuje się niczym psi aktor. Kiedy pada polecenie "szukaj", biega po całym mieszkaniu zaaferowany,  wącha wszystko - nawet ściany, na których oczywiście nikt nie mógł schować żadnego przedmiotu. Minę zbitego psa ma przez większość swojego życia, jednak wystarczy powiedzieć do niego coś przejmującym tonem, by wyglądał niczym z plakatów o krzywdzonych istotach. Jeśli oznajmi się mu, że "psa boli łapka", będzie całym sobą pokazywał, że właśnie tak jest, chociaż z łapą wszystko w porządku. Mimikę ma niesamowitą (na co dużo osób zwraca uwagę), samym wyrazem pyska jest w stanie wyrazić bardzo dużo (patrz: zdjęcie po prawej). Czasami odnoszę wrażenie, że pewne zachowania przejawia tylko dlatego, że widzi, że mnie bawią. Lubuje się w różnych schematach - na przykład każde rzucenie się na miotłę (uwielbia za nią ganiać, jeśli tylko mu się na to pozwoli) musi być poprzedzone wysokim wyskokiem w jej kierunku :P

Jest moim cieniem, o czym pisałam już wielokrotnie. Uwielbia się meldować, kładąc przy mnie głowę, czy to na moich kolanach, czy na łóżku. Chodzi za mną do różnych pomieszczeń, a jeśli go nie wpuszczę, będzie spał pod drzwiami. Wiąże się to również z leżeniem zawsze w niewłaściwym miejscu, blokowaniem mojego krzesła, odwiedzinami w łazience, gdy nie zamknę jej za sobą, generalnie Jimsem wiecznie "pod nogami". A przy tym - u psa nie stwierdzono lęku separacyjnego, więc mimo bycia maminsynkiem, potrafi się kontrolować.

Nie ma dla niego żadnych barier fizycznych, co jest nieco dziwne, zważywszy na jego zamknięcie w sobie. Nie jest przewrażliwiony na punkcie swojego ciała, jeśli się uszkodzi zazwyczaj nie daje żadnych oznak. Pozwala ze sobą zrobić wszystko, nie jest niedotykalski, chociaż nie należy do psów, które wymuszają głaskanie. Jeśli uprze się, że znajdzie się dla niego miejsce na łóżku, potrafi wpasować się w każdą przestrzeń, przy czym nie widzi nic złego w położeniu się na człowieku. To zawsze dziwi naszych gości, bo do wszystkich podchodzi z dużą dozą ostrożności, natomiast kiedy siedzą obok, nie jest dla niego czymś nienaturalnym oparcie na ich kolanach głowy czy położenie na nich łap. Chyba nie zdaje sobie sprawy z tego, że jest całkiem sporym psem. Być może wpływa to też na fakt, że nie istnieją dla niego ograniczenia, ma duże możliwości fizyczne - wszędzie wejdzie, wysoko skacze, nie boi się wchodzenia np. na drzewo, nie przerażają go też gabaryty innych psów.

Kiedy da się mu szansę, pokazuje swoje prawdziwe, nieszkodliwe "ja" ;) Jeśli ktoś kucnie obok, pozwoli mu poznać się z takiego punktu widzenia, znika jego nieprzyjazne nastawienie, staje się tylko przestraszonym, malutkim Jimsem, gotowym rozdawać buziaki.

Poza tym... wygląda przeuroczo, kiedy śpi :D



A Wasze psy? Mają coś takiego, co czyni je jedynymi w swoim rodzaju? 

Pozdrawiamy,
B & A & J
Czytaj dalej...

11/11/2015

Nowości

Stosunkowo rzadko ingeruję w wygląd szablonu (od kiedy mam bloga, zmieniałam go około 5 razy), ale tym razem zdecydowałam się na gruntowne zmiany i poświęciłam temu więcej czasu, czego efektem jest całkowicie nowy wygląd. Od lat nie bawiłam się kodami css i html, więc ogarnięcie zajęło chwilę, ale muszę przyznać, że zawsze bardzo to lubiłam, podobnie jak tworzenie grafiki. Nic skomplikowanego w tym nie ma, ale każdy element wykonałam sama (zgodnie z powiedzeniem, że jeśli chcesz, by coś było zrobione dobrze, to zrób to sam) i jestem nawet zadowolona z tego, co udało się stworzyć :) Mam też nadzieję, że wszystko działa i wyświetla się poprawnie.



Trwa już najfajniejsza pora roku, pogoda bywa fantastyczna, a ja mam tyle do zrobienia, że praktycznie z niej nie korzystam. Mam w tym semestrze kiepski plan i dużo materiału do przerobienia - dłuższe spacery to niestety ostatnie, na co mam czas i chęć. Za to pies jest zawsze chętny do nauki i okazało się, że vault od drzewa to dla niego żaden problem i wcale nie muszę tłumaczyć mu tego krok po kroku (czyli jak zwykle okazał się mądrzejszy, niż się spodziewałam).
Cóż... byle do świąt ;)

Pozdrawiamy,
B & A & J
Czytaj dalej...

9/23/2015

Psiarz psiarzowi nierówny


Chociaż środowisko psiarzy zrzesza ludzi o podobnej pasji, trudno uznać je za grupę o jednolitej strukturze. Jest ono gronem miłośników o różnych poglądach na kwestię wyboru psa, jego wychowania, metod szkolenia, podejścia do niego - podczas dyskusji często można dostrzec tworzenie się wręcz opozycyjnych obozów, które zawzięcie sprzeczać się będą o to, która ze stron ma rację. Z takimi zachowaniami nie spotykamy się jedynie w Internecie (chociaż tam wykłócanie się przychodzi z łatwością, gdyż nikt tak naprawdę nie zweryfikuje prawdziwości naszych słów), ale także (a może przede wszystkim) w świecie realnym, podczas spacerów czy spotkań z innymi psiarzami. Właśnie wówczas nadchodzi ten moment - konfrontacja naszych racji z czyimiś - często poprzedzony komentarzami takimi jak "On chciał się tylko przywitać", znanymi chyba każdemu spacerowiczowi ;) Wtedy też uświadamiamy sobie, jak różnie ludzie podchodzą do sprawy wychowania psa i jego obecności w przestrzeni publicznej.
Ja rzadko spotykam się z naprawdę karygodnymi zachowaniami drugiej strony, ale śledząc wypowiedzi właścicieli widzę, że chyba stanowię wyjątek, bo innym z kolei nieprzyjemne sytuacje zdarzają się wcale nie "od święta".
Jimmy jest psem, który reaguje na inne w sposób nieprzewidywalny, dlatego też zazwyczaj ucinam wszelkie próby kontaktu, szczególnie gdy widzę, że ktoś może mieć później do mnie pretensje (a wierzcie mi, że są tacy ludzie, po których widać, że chętnie zrzucą na Ciebie winę, nawet jeśli to ich pies śmiga od jednego czworonoga do drugiego). Mój również nie jest aniołkiem, sam nieraz spowodował pyskówkę, nie chcę więc mieszać się w sytuacje, których nie jestem pewna. Zawsze jednak staram się być spokojna, gdy do kontaktu dojdzie, nawet jeśli nie zapowiada się dobrze - po prostu z daleka ostrzegam, że mój innych nie lubi. Komunikat jednoznaczny, ale czy na pewno? Jakich spacerowiczów spotykamy na swojej drodze?

Sytuacja nr 1: Pies podbiega, człowiek w oddali. Tekst: "Ależ proszę się nie martwić, to suczka, dogadają się!" / "Pani się nie boi, mój nie jest groźny".
Ciągle aktualne i równie często przez Jimmy'ego obalane. Jimmy potrafi świetnie dogadywać się z samcem, natomiast całkowicie nie akceptować suczek. Wszystko zależy od jego humoru, od podejścia drugiego psa, od miejsca spotkania i tak dalej. 

Sytuacja nr 2: Pies podbiega, człowiek w oddali. Tekst: "To mój się nauczy, żeby nie podchodzić do każdego, bo to myśli, że wszystkie są fajne".
Moja ulubiona postawa! Otóż poza tym, że to ja muszę radzić sobie ze swoim psem oraz psem drugiej strony, to podbiegacz nauczy się co najwyżej, żeby omijać białego psa w czarne kropki... albo i nie. Poleci dalej, ale właściciel z satysfakcją przyjmuje tę lekcję pokory, jaka została udzielona jego czworonogowi.

Sytuacja nr 3: Pies podbiega, człowiek w oddali. Tekst: "Azor, wracaj, nie słyszałeś, że piesków nie lubi!".
A Azor nie wraca. Albo wraca po dłuższej chwili, kiedy nie ma z tego żadnej atrakcji. Bo jemu nikt nie wytłumaczył, co znaczy, że tamten piesków nie lubi.

Sytuacja nr 4: Pies podbiega, człowiek w oddali. Tekstu brak.
...

Sytuacja nr 5: Pies podbiega, człowiek w oddali. Tekst: "One to się znają".
Jeśli faktycznie się znają, nie wdaję się w dyskusję, bo nic złego z tego spotkania nie wynika. Takich podbiegaczy akceptujemy, pod warunkiem, że znajomość to nie tylko wymysł drugiej osoby...

Sytuacja nr 6: Pies na smyczy, człowiek zmierza ku nam. Tekst: "Niech się pani nie boi, mój jest niegroźny".
Tutaj po prostu odpowiadam, że mój za to zaczepny i nie szukamy zwady. Zazwyczaj skutkuje, czasami trafiamy na opornych, ale nigdy nie spotkałam się z chamstwem typu "To ja mimo wszystko puszczę swojego".

Sytuacja nr 7: Pies na smyczy/luzem, człowiek zmierza ku nam. Tekst: "A to chodź, nie będziemy pieska denerwować".
Pies zarządza odwrót, respektując zdanie swojego człowieka. Idealna para!

Sytuacja nr 8: Pies na smyczy/luzem, człowiek zatrzymuje się i zaczyna pogawędkę.
Akceptuję to. Nawet jeśli mój pies nie zachowuje się dobrze, druga strona zazwyczaj jest z tych z nieco bardziej luzackim podejściem i uznaje, że jego pies na tym nie ucierpi. Staram się kontrolować mojego, ale nawet jeśli dojdzie do histerycznej pyskówki, to nie mam problemu z poświęceniem paru chwil na rozmowę - zdarza mi się trafiać na naprawdę rozgarniętych rozmówców.

To chyba wszystkie, jakie mogę sobie przypomnieć. Pomijam reakcje psów, bo nie o tym tu mowa - chodzi mi o psiarzy, którzy czasami dążą do spotkania z większą chęcią, niż ich towarzysze. Każda z tych sytuacji może skończyć się zabawą. Komunikat "On nie lubi innych psów" stosuję głównie w przypadku spontanicznych spotkań, gdzie wiem, że druga strona po prostu nie nadaje się do towarzystwa dla Jimmy'ego, nie przypadła mu do gustu, jest w takim typie, jakiego on faktycznie nie lubi. Nigdy z daleka nie krzyczę, żeby pies natychmiast został zabrany, bo wiem, że to i tak nie poskutkuje. Poza sytuacjami, myślę, że śmiało mogę wyróżnić też parę typów psiarzy ;)



Typ "Mój pies może!"
Czyli jego może, cała reszta nie. Nie i już. To, że drugiej stronie zachowanie się nie podoba, to nie znaczy, że jego psu nie wolno. I jeszcze będzie się o to wykłócał. I nie przemówisz do rozsądku.

Typ "Nie, bo nie"
Z takim zachowaniem spotykałam się głównie, gdy bez świadomości jak podbiegacze mogą denerwować, pozwalałam na to Bonie. To są ludzie, którzy nie życzą sobie żadnych kontaktów, żadnego zaczepiania ich, przeszkadzania im, wchodzenia w ich przestrzeń i komunikują to zazwyczaj z daleka, nie przebierając w słowach. Ja nie mam nic przeciwko, mają prawo, a i mnie nie bawi widok mojego psa naprzykrzającego się innym.

Typ "Ale o co chodzi?"
Czyli on problemu nie widzi, pies to pies, musi się przywitać i wybiegać. Zauważyłam, że tego typu osobom towarzyszą zazwyczaj czworonogi albo bez problemów behawioralnych, które faktycznie próbują się "tylko przywitać" (powąchać i odejść), albo wręcz przeciwnie, takie, nad którymi właściciel kompletnie nie panuje, ale jemu to nie przeszkadza, gdyż w razie czego... jego pies ucieknie. Człowiek sprawia wrażenie całkowicie pogodzonego z losem i charakterem pupila i nie stara się spojrzeć na sytuację z perspektywy innej osoby. Nie zawsze dąży do kontaktu, czasami jest mu obojętne, w jakim kierunku udaje się pies.

Typ "Nie wiem czego chcę"
Bardzo zagadkowy, jednak często przeze mnie spotykany ;) Są to osoby, które z jakiegoś powodu kręcą się wciąż obok nas, nie próbując podejść bliżej czy rozpocząć rozmowę. Nigdy nie mogę zrozumieć o co im chodzi, bo nie widzę, żeby próbowali w ten sposób popracować nad zachowaniem swojego pupila, na przykład wykorzystać tę okazję na przećwiczenie ignorowania innych czworonogów - zatrzymują się jedynie w pewnej odległości i przyglądają. Wspomnę, że nie chodzi tu o sytuacje, gdy robimy coś interesującego, tylko sobie swobodnie spacerujemy, nie wyciągając nawet smakołyków czy zabawki.

Typ "Wieczny optymista"
Ten typ najczęściej wykazuje zachowania opisane w sytuacji nr 8. Uśmiechnięty, wyluzowany, otwarty na świat i nowe znajomości. Czy go chcą, czy nie chcą, podejdzie - najwyżej go pogonią, z czego potem (z nutką niezrozumienia) zwierzać się będzie innemu spacerowiczowi, chętnemu go wysłuchać. Bo on to w ogóle nie rozumie, jak można izolować psy - przecież one się dogadają zawsze.

Typ "Wujek Dobra Rada"
On wie lepiej. On po prostu wie lepiej, dlatego też ma dla Ciebie szereg uniwersalnych porad, które koniecznie musisz wcielić w życie. Nie zna Twojego psa? Nie szkodzi, metoda działa na jego, zadziała na każdego. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że często nie chodzi mu o pomoc, lecz o narzucenie nam swojego zdania.

Typ "Ojej"
Ludzie, którzy nigdy nie spodziewają się tego, co się właśnie stało. Często też reagują na złe zachowanie dopiero w momencie, gdy ma ono miejsce, nie próbując mu wcześniej zapobiec. Nie wyciągają wniosków, nie zastanawiają się, dlaczego pies zachowuje się tak, a nie inaczej. Ojej, pierwszy raz się rzucił! Ojej, pierwszy raz mi uciekł! Ojej, on nigdy tak nie robi!


Ja w oczach innych uchodzę chyba za typ "Nie, bo nie", ale sama wolałabym nie pasować do żadnego, które tu przedstawiłam ;) Natomiast najbardziej denerwujący są ludzie spod typu "Ale o co chodzi?", bo oni faktycznie nie widzą w niczym problemu... Typ "Ojej" staje na naszej drodze rzadko, za to zauważyłam, że wiele osób zmaga się z takowym na co dzień. My zazwyczaj mijamy po prostu normalnych psiarzy - nieuciążliwych, zwyczajnie ignorujących nas, zajmujących się swoimi sprawami. Na szczęście ;)


Pozdrawiamy,
B & A & J

Na blogu pojawiła się zakładka "Polecamy", gdzie umieszczać będę linki do akcesoriów,
które zostały przez nas sprawdzone, przetestowane i uznane za godne zainteresowania. Już niebawem post o produktach Oh My Pet doczeka się aktualizacji po niemal dwuletnim użytkowaniu.

Czytaj dalej...

7/26/2015

Dysk idealny? Eurablend



W DogFrisbee trochę się już bawimy i parę rodzajów dysków mieliśmy okazję przetestować. Jim jest psem, który - niestety - niszczy dyski, niezależnie od tego, czy dużo się nimi przeciągamy, czy służą one jedynie do łapania. TUTAJ można przyjrzeć się części naszej małej kolekcji, na którą składały się dyski takie jak Competition Standard, Hero Air, Hero Xtra, Fastback, Hero Praxis. Nie są to talerze, które mają być niezniszczalne, ale kiedyś pies miał okazję bawić się czymś 'solidniejszym' i - ku mojemu zdziwieniu - uznał, że jego pysk jest zbyt delikatny, stwierdziłam więc, że inne tego typu mogą mu zwyczajnie nie pasować.
Kiedy doszczętnie zniszczył dwa Hero Xtra zdecydowałam, że jednak warto zaryzykować i zainwestować w coś trwalszego, a wybór padł na Eurablend, który zamówiłam z dogfrisbee.pl, a z którym nigdy wcześniej nie miałam styczności.

Taki ładny!
Pierwsze wrażenie?
Dysk bardzo elastyczny, giętki, sprawiający wrażenie nieco 'gumowego', o większej średnicy, niż przykładowo Hero Air, także cięższy. Ponadto... przyjemny dla oka, a przynajmniej nasz, który jest przezroczysty i zielony.

 
Jeśli chodzi o rzuty, to na stronie wyczytać można, że jest szybki i nie ma w tym przesady. Ja, poza tym, że dużo czasu zajęło mi przyzwyczajenie się do samego ciężaru (jeszcze tego w pełni nie opanowałam), czasami posyłam go tak, że pies faktycznie nie nadąża, co nigdy mu się nie zdarzało, jeśli dysk leciał względnie zadowalająco (Jim zazwyczaj ratuje nawet te najgorsze rzuty, w naszym teamie to on jest tym bardziej uzdolnionym, tutaj często muszę dać mu więcej czasu na wybiegnięcie). Być może kondycja J już nie ta, ale naprawdę mam wrażenie, że dekiel mknie szybciej, niż sobie to przed wypuszczeniem go wyobrażałam ;)

Wytrzymałość
W tym miejscu ponownie odeślę do posta podlinkowanego wyżej, by ukazać, jak kończyły dyski po paru treningach. Eurablend, narażony często na kontakt z spragnionym frisbowania psem, po kilku solidnych, obfitujących w szarpanie sesjach, wygląda tak:




Podobne wgniecenia znajdują się na całej powierzchni, jest też parę małych dziurek i rys po szarpaniu, jednak daleko tym wszystkim uszczerbkom do miana Dziur Na Wylot, które często gościły na deklach po jednym porządnym szarpaniu. Nie ma żadnych pęknięć, ostrych zadziorów, krawędź dysku pozostaje nietknięta, a kształt nie jest zdeformowany. Bawimy się nim już dobrych parę miesięcy, więc jak dla mnie stan jest naprawdę zadowalający. Warto jednak dodać, że Jimmy nie jest psem, który dosłownie morduje dyski - nie podgryza ich, nie ma bardzo mocnego chwytu, u nas to przede wszystkim kwestia "zużycia", które jest procesem (powiedzmy) długotrwałym.

Reakcja psa
Eurablend zdobył uznanie po pierwszym zetknięciu z pyskiem, zero wybrzydzania - skoro można się nim szarpać i ucieka, to jest super. Niepotrzebnie się martwiłam i teraz żałuję tylko, że zakupiłam jedną sztukę.

Poza tym, co już napisałam, z mojej perspektywy ciężko ocenić, jak takie dyski sprawować się będą na treningu "z prawdziwego zdarzenia", kiedy ćwiczy się bardziej wyrafinowane elementy, niż rzucanie backhandów, ewentualnie floaterów. Rzadko podejmuję się wykonywania bardziej skomplikowanych technik rzutowych (chociaż ostatnio próbowaliśmy wykombinować butterfly i jakoś poszło ;), wydaje mi się jednak, że przy takim dysku może to być nieco bardziej problematyczne, zarówno dla rzucającego, jak i łapiącego. Z pewnością są jednak zawodnicy, którzy będą z nim wymiatać. Osobiście, na chwilę obecną nie poradziłabym sobie z kompletem Eurablendów podczas zawodów, raczej zdecydowałabym się na Hero Air, którym operuje mi się łatwiej, ale na takie treningi, jakie sobie fundujemy z Jimsem, bez dalszych perspektyw, to całkiem dobra opcja.

» Eurablend możecie zakupić na stronie: http://www.dogfrisbee.pl/kategoria/eurablend, w cenie 50 zł za sztukę.

A sam J wraca do formy na lato i wciąż z dziką radością skacze - zarówno do dysków, jak i do wody :)


Czytaj dalej...

6/26/2015

Trzynastka

Bona obchodziła we wtorek (23.06) swoje trzynaste urodziny!





To wciąż najbardziej pozytywny pies, jakiego znam i... niech tak pozostanie :)



Czytaj dalej...

1/30/2015

#Photo of the day 01


Czytaj dalej...

1/20/2015

Free hugs

Jak postanowiłam, tak robię, czyli od nowego roku poświęcamy więcej czasu na ćwiczenie komend mniej lub bardziej praktycznych. Wspominałam kiedyś, że Jimmy bardzo często "posługuje się" łapami i z dużym entuzjazmem podchodzi do zadań, które wymagają ich zaangażowania. Postanowiłam to wykorzystać i do repertuaru jimowych sztuczek dorzucić przytulanie. Myślałam, że dzięki skłonnościom nie zajmie nam to szczególnie dużo czasu, ale okazało się, że nauczenie czegoś takiego wcale nie jest łatwe. Kiedy przychodziło do przytulania przedmiotów, które dawały oparcie, wychodziło super, bo łapy Jimmsona są niczym haczyki, ale utrzymanie się w pionie, przykładowo z maskotką, sprawiało spore problemy. Jakieś początki miały miejsce już parę miesięcy temu, ale dosyć szybko się poddałam, bo nie wiedziałam jak się za to zabrać - ciężko było ocenić, czy łatwiejsze będzie podejmowanie przedmiotu z podłogi i obejmowanie go, czy raczej przekazywanie go w psie łapki, kiedy ten wykonuje tzw. "wiewióra". Dopiero niedawno zauważyłam, że najładniej wychodzi wtedy, kiedy podaję przedmiot do pyska od góry, nieco gorzej, kiedy Jim sam podnosi zabawkę, najgorzej, kiedy próbuję podrzucić ją przy "wiewiórze".
Z każdym treningiem sztuczka prezentuje się lepiej, a kiedy Jimowi uda się objąć zabawkę i złapać równowagę, to wygląda to całkiem pociesznie :D Nie zależy mi szczególnie na tym, żeby było perfekcyjnie, ale każdy jego sukces bardzo mnie cieszy, uwielbiam ten entuzjazm, kiedy J wie, że coś mu wychodzi. Poza tym, to chyba jedna z tych sztuczek, które naprawdę się mu spodobały, szczególnie, że przy okazji może poszarpać pluszaka.



Ponadto, zostaliśmy nominowani do Liebster Blog Award. Nie jestem szczególnie aktywna blogowo pod tym względem, ale pytania są fajne i miło, że ktoś o nas pomyślał :D Nie zdecyduję się na nominowanie nowych osób - niektórzy mieli już po parę nominacji... także, no.

1. Czym są dla ciebie psy, wiążesz z nimi przyszłość?
Psami interesuje się odkąd sięgam pamięcią i na ten moment ta pasja ani trochę nie zmalała. Po prostu nie wyobrażam sobie, że mogłabym nie mieć czworonoga. Obcowanie z nimi daje mi duuużo radości i uwielbiam z nimi pracować, szczególnie, kiedy widzę, że pies też ma z tego frajdę. Uważam, że są przede wszystkim świetnymi nauczycielami i towarzyszami. Chciałabym wiązać z tym przyszłość, ale raczej w formie hobby - na ten moment nie planuję podjęcia zawodu, który się z psami łączy, ale... kto wie?

2. Twój obecny pies był świadomym wyborem, jeśli tak to dlaczego akurat ta rasa/ten konkretny pies?
Bona była wyborem świadomym, psem planowanym, przemyślanym - miała być taka, jaka jest :) Jeśli chodzi o mnie, to Haszczaki nie są raczej "moją rasą", ale ja nie miałam w tym momencie zbyt dużo do gadania.
Co do Jimma - chciałam mieć swojego własnego psa, z którym mogłabym (głównie amatorsko) coś poćwiczyć, a przede wszystkim wychować po swojemu. Czemu akurat on? Hmm, po prostu kiedy tylko go zobaczyłam, pomyślałam, że to właśnie ten. Przed przygarnięciem go kontaktowałam się w sprawie paru innych psów, ale zawsze coś było nie tak - najwyraźniej wszystko zmówiło się, żebym nie zaopatrzyła się w czworonoga przed pojawieniem się ogłoszenia z małym Jimorem. Wybór więc z jednej strony świadomy, z drugiej nie miałam pojęcia czego się mogę spodziewać i jaki będzie, bo też nie wiedziałam o szczeniaczku zbyt dużo.

3. Plany na 2015 rok?
Chciałabym wyjechać gdzieś z futrami, na przykład w góry.

4. Do czego dążysz w pracy z psem, jakie wyznaczasz sobie cele?
Dążę przede wszystkim do tego, by był mniej kłopotliwy na spacerach oraz by na zewnątrz był równie skupiony na mnie i chętny do współpracy, co w miejscu, w którym czuje się bezpiecznie - z tym mamy duże problemy.

5. Co najbardziej cenisz u swojego czterołapnego przyjaciela?
Chyba to, że zawsze chce być przy mnie i gdyby mógł, wszędzie by mi towarzyszył. Dla mnie (na moje potrzeby) jest też całkiem fajnym psem do różnego rodzaju ćwiczeń i aktywności, chyba nie spodziewałam się, że takowy mi się trafi.

6. Pozwalasz psu spać w łóżku, dlaczego?


Zgaduję, że dlatego, że zbyt często musiałabym prosić go o zejście :D

7. Ile psów to odpowiednia liczba?
Na tę chwilę dwa mi odpowiadają.

8. Masz inne pasje oprócz psów?
Owszem, aczkolwiek ta jest chyba największą z nich.

9. Jakie psie sporty Cię interesują, jakie ćwiczysz?
Bardzo lubię frisbee i właśnie to głównie ćwiczymy. Podoba mi się także obedience, gdybym mogła, z pewnością robiłabym coś więcej w tym kierunku.

10. Twoje i twojego psa ulubione akcesoria, zabawki?
Frisbiaczki! On pewnie powiedziałby, że kocha też swoją bezkształtną, przedziurawioną, gumową piłkę i piłeczki hoko funny.

11. Kogo cenisz, podziwiasz w psim świecie?
Ciężko odpowiedzieć na to pytanie, bo z większością osób, o których teraz pomyślałam, spotkałam się jedynie w internecie (najczęściej na forach lub filmach), więc nie pokuszę się o wymienianie

*
Czytaj dalej...

1/01/2015

Nowy - lepszy?

Czas na jakieś podsumowanie, do którego zabieram się chyba po raz pierwszy, odkąd mam tego bloga. Ten rok upłynął bardzo szybko, a działo się baaaardzo dużo.

Pod wieloma względami nie był to "psi rok". Zawsze z zainteresowaniem przyglądam się temu, co dzieje się w psim światku - śledzę blogi, fora, czytam o różnego rodzaju wydarzeniach, co pozwala mi choć trochę być na czasie. Sama nigdy nie brałam w tym czynnego udziału, jednak pamiętam lata 2009-2011 czy nawet rok 2012, kiedy udało mi się pojawić to tu, to tam, regularnie z kimś spacerować czy wpaść na jakieś większe spotkanie. W tym roku prawie nic z tych rzeczy nie miało miejsca. Wystarczy wspomnieć, że nawet treningów Frisbee było tak mało, że mogłabym policzyć je na palcach obu rąk. W porównaniu z poprzednimi latami, to (z mojego punktu widzenia) wręcz zaskakujące, bo oboje bardzo lubimy ten rodzaj aktywności. No więc, co się stało? Sama nie wiem. Może wynika to z zmian, jakie zaszły w moim życiu, kiedy to trzeba było odstawić takie sprawy na dalszy plan, a pomyśleć trochę nad sobą i swoim życiem i podjąć znaczące decyzje. Oczywiście, ciężko mi wyobrazić sobie codzienność bez psów. Mogę mieć mnóstwo innych zainteresowań i zajęć, ale niemal każdą decyzję, jaką podejmuję, rozpatruję pod kątem moich zwierząt - staram się znaleźć dla nich miejsce i czas.
W tym roku jedyny większy, bo tygodniowy, wakacyjny wyjazd spędziłam sama. Nie obyło się bez wyrzutów sumienia, bo jak ich nie mieć, jeśli przebywa się w TAKIM czy TAKIM otoczeniu i nie zabierze się ze sobą psów, ani zmartwień o stan szczurów po moim powrocie (niestety dokarmiania ich nie da się zwalczyć) czy też obawy o Jimma, chodzącego za mną i ze mną wszędzie (niezależnie od tego, czy poświęcam mu uwagę), ale pojechałam i trochę od wszystkiego odpoczęłam. Zatęskniłam, przemyślałam, wróciłam z nowym zapałem, bo mimo "świętego spokoju", to jakoś tak nudno, kiedy nikt nie podnosi ciśnienia i wszyscy są grzeczni :>


Ale, oczywiście, spacerowaliśmy ile się tylko dało! Jimmy miał okazję do poznawania przede wszystkim nowych ludzi (i udowodnił, że nie jest taki nietowarzyski, jak mi się wydawało) i paru psów (tutaj bez zmian, albo nie da do siebie podejść, albo olewa, rzadko polubi). Ze 'stanem umysłu' bywa różnie, J często jest nieobecny i ciężko do niego dotrzeć - wciąż "z głową w chmurach" (nie wymaga tłumaczenia, jeśli ktoś chociaż raz miał okazję go spotkać), ale pogodziłam się już z tym, że nigdy nie będzie to zwierzak o silnej i stabilnej psychice. Jednak widzę pewien postęp - chociaż pies słysząc strzały (co zresztą zaczęło się już miesiąc temu - nie pojmuję jaką w tym można widzieć rozrywkę...) tradycyjnie nie wiedział gdzie się podziać, a stresu i strachu było bardzo dużo, to kiedy minął najgorętszy moment, uspokoił się nieporównywalnie szybciej, niż rok temu. Ciężko uznać jego stan za totalny chillout, ale chociaż nie zabunkrował się pod choinką czy stołem na całą noc i ranek, a nawet dał się namówić następnego dnia na wyjście z domu. Co do Bony, to odkąd pamiętam miała wszelkie hałasy i strzały w głębokim poważaniu, na szczęście po dziś dzień się to nie zmieniło. Świadomość, że chociaż jeden z moich psów jest totalnie wyluzowany i nie ma z tym problemu zawsze podnosi mnie na duchu, szkoda tylko, że nie udziela się to Jimowi... Ten rok był po prostu "w porządku" - mogło być gorzej, lepiej na pewno też. Na szczęście pod kątem zdrowia, poza pewnymi przypadkami, był naprawdę szczęśliwy. Czy mam jakieś postanowienia i plany w związku z nowym? Hm, niespecjalnie. Po dzisiejszej sesji sztuczkowej stwierdziłam jednak, że będziemy częściej robić coś tego typu, by Jimo nie utracił chęci do pracy. W tym roku zaczęliśmy trochę obikować - ciężko to nazwać trenowaniem, ale muszę przyznać, że pies pozytywnie zaskoczył mnie zapałem do wykonywania ćwiczeń wymagających trochę więcej skupienia, więc chcę to kontynuować. Poza tym, w 2015 zamierzam częściej sięgać po dyski, chociażby po to, by poćwiczyć rzuty - Jimmy świetnie sprawdza się w roli "sprzątającego" pole :)

I chyba najważniejsze - z okazji nowego roku życzę sobie - i wszystkim, którzy mają podobny problem - przede wszystkim dużo, dużo, dużo optymizmu, uśmiechu, motywacji do działania i siły, kiedy będzie źle.

Na koniec wstawiam piękną foteczkę autorstwa A. Zmysłowskiej.


Swoją drogą, chociaż bloga aktualizuję sporadycznie i nie piszę tutaj o niczym ważnym, to całkiem miłe, że przybywa nam obserwatorów :)

Czytaj dalej...