Przejdź do głównej zawartości

Psiarz psiarzowi nierówny


Chociaż środowisko psiarzy zrzesza ludzi o podobnej pasji, trudno uznać je za grupę o jednolitej strukturze. Jest ono gronem miłośników o różnych poglądach na kwestię wyboru psa, jego wychowania, metod szkolenia, podejścia do niego - podczas dyskusji często można dostrzec tworzenie się wręcz opozycyjnych obozów, które zawzięcie sprzeczać się będą o to, która ze stron ma rację. Z takimi zachowaniami nie spotykamy się jedynie w Internecie (chociaż tam wykłócanie się przychodzi z łatwością, gdyż nikt tak naprawdę nie zweryfikuje prawdziwości naszych słów), ale także (a może przede wszystkim) w świecie realnym, podczas spacerów czy spotkań z innymi psiarzami. Właśnie wówczas nadchodzi ten moment - konfrontacja naszych racji z czyimiś - często poprzedzony komentarzami takimi jak "On chciał się tylko przywitać", znanymi chyba każdemu spacerowiczowi ;) Wtedy też uświadamiamy sobie, jak różnie ludzie podchodzą do sprawy wychowania psa i jego obecności w przestrzeni publicznej.
Ja rzadko spotykam się z naprawdę karygodnymi zachowaniami drugiej strony, ale śledząc wypowiedzi właścicieli widzę, że chyba stanowię wyjątek, bo innym z kolei nieprzyjemne sytuacje zdarzają się wcale nie "od święta".
Jimmy jest psem, który reaguje na inne w sposób nieprzewidywalny, dlatego też zazwyczaj ucinam wszelkie próby kontaktu, szczególnie gdy widzę, że ktoś może mieć później do mnie pretensje (a wierzcie mi, że są tacy ludzie, po których widać, że chętnie zrzucą na Ciebie winę, nawet jeśli to ich pies śmiga od jednego czworonoga do drugiego). Mój również nie jest aniołkiem, sam nieraz spowodował pyskówkę, nie chcę więc mieszać się w sytuacje, których nie jestem pewna. Zawsze jednak staram się być spokojna, gdy do kontaktu dojdzie, nawet jeśli nie zapowiada się dobrze - po prostu z daleka ostrzegam, że mój innych nie lubi. Komunikat jednoznaczny, ale czy na pewno? Jakich spacerowiczów spotykamy na swojej drodze?

Sytuacja nr 1: Pies podbiega, człowiek w oddali. Tekst: "Ależ proszę się nie martwić, to suczka, dogadają się!" / "Pani się nie boi, mój nie jest groźny".
Ciągle aktualne i równie często przez Jimmy'ego obalane. Jimmy potrafi świetnie dogadywać się z samcem, natomiast całkowicie nie akceptować suczek. Wszystko zależy od jego humoru, od podejścia drugiego psa, od miejsca spotkania i tak dalej. 

Sytuacja nr 2: Pies podbiega, człowiek w oddali. Tekst: "To mój się nauczy, żeby nie podchodzić do każdego, bo to myśli, że wszystkie są fajne".
Moja ulubiona postawa! Otóż poza tym, że to ja muszę radzić sobie ze swoim psem oraz psem drugiej strony, to podbiegacz nauczy się co najwyżej, żeby omijać białego psa w czarne kropki... albo i nie. Poleci dalej, ale właściciel z satysfakcją przyjmuje tę lekcję pokory, jaka została udzielona jego czworonogowi.

Sytuacja nr 3: Pies podbiega, człowiek w oddali. Tekst: "Azor, wracaj, nie słyszałeś, że piesków nie lubi!".
A Azor nie wraca. Albo wraca po dłuższej chwili, kiedy nie ma z tego żadnej atrakcji. Bo jemu nikt nie wytłumaczył, co znaczy, że tamten piesków nie lubi.

Sytuacja nr 4: Pies podbiega, człowiek w oddali. Tekstu brak.
...

Sytuacja nr 5: Pies podbiega, człowiek w oddali. Tekst: "One to się znają".
Jeśli faktycznie się znają, nie wdaję się w dyskusję, bo nic złego z tego spotkania nie wynika. Takich podbiegaczy akceptujemy, pod warunkiem, że znajomość to nie tylko wymysł drugiej osoby...

Sytuacja nr 6: Pies na smyczy, człowiek zmierza ku nam. Tekst: "Niech się pani nie boi, mój jest niegroźny".
Tutaj po prostu odpowiadam, że mój za to zaczepny i nie szukamy zwady. Zazwyczaj skutkuje, czasami trafiamy na opornych, ale nigdy nie spotkałam się z chamstwem typu "To ja mimo wszystko puszczę swojego".

Sytuacja nr 7: Pies na smyczy/luzem, człowiek zmierza ku nam. Tekst: "A to chodź, nie będziemy pieska denerwować".
Pies zarządza odwrót, respektując zdanie swojego człowieka. Idealna para!

Sytuacja nr 8: Pies na smyczy/luzem, człowiek zatrzymuje się i zaczyna pogawędkę.
Akceptuję to. Nawet jeśli mój pies nie zachowuje się dobrze, druga strona zazwyczaj jest z tych z nieco bardziej luzackim podejściem i uznaje, że jego pies na tym nie ucierpi. Staram się kontrolować mojego, ale nawet jeśli dojdzie do histerycznej pyskówki, to nie mam problemu z poświęceniem paru chwil na rozmowę - zdarza mi się trafiać na naprawdę rozgarniętych rozmówców.

To chyba wszystkie, jakie mogę sobie przypomnieć. Pomijam reakcje psów, bo nie o tym tu mowa - chodzi mi o psiarzy, którzy czasami dążą do spotkania z większą chęcią, niż ich towarzysze. Każda z tych sytuacji może skończyć się zabawą. Komunikat "On nie lubi innych psów" stosuję głównie w przypadku spontanicznych spotkań, gdzie wiem, że druga strona po prostu nie nadaje się do towarzystwa dla Jimmy'ego, nie przypadła mu do gustu, jest w takim typie, jakiego on faktycznie nie lubi. Nigdy z daleka nie krzyczę, żeby pies natychmiast został zabrany, bo wiem, że to i tak nie poskutkuje. Poza sytuacjami, myślę, że śmiało mogę wyróżnić też parę typów psiarzy ;)



Typ "Mój pies może!"
Czyli jego może, cała reszta nie. Nie i już. To, że drugiej stronie zachowanie się nie podoba, to nie znaczy, że jego psu nie wolno. I jeszcze będzie się o to wykłócał. I nie przemówisz do rozsądku.

Typ "Nie, bo nie"
Z takim zachowaniem spotykałam się głównie, gdy bez świadomości jak podbiegacze mogą denerwować, pozwalałam na to Bonie. To są ludzie, którzy nie życzą sobie żadnych kontaktów, żadnego zaczepiania ich, przeszkadzania im, wchodzenia w ich przestrzeń i komunikują to zazwyczaj z daleka, nie przebierając w słowach. Ja nie mam nic przeciwko, mają prawo, a i mnie nie bawi widok mojego psa naprzykrzającego się innym.

Typ "Ale o co chodzi?"
Czyli on problemu nie widzi, pies to pies, musi się przywitać i wybiegać. Zauważyłam, że tego typu osobom towarzyszą zazwyczaj czworonogi albo bez problemów behawioralnych, które faktycznie próbują się "tylko przywitać" (powąchać i odejść), albo wręcz przeciwnie, takie, nad którymi właściciel kompletnie nie panuje, ale jemu to nie przeszkadza, gdyż w razie czego... jego pies ucieknie. Człowiek sprawia wrażenie całkowicie pogodzonego z losem i charakterem pupila i nie stara się spojrzeć na sytuację z perspektywy innej osoby. Nie zawsze dąży do kontaktu, czasami jest mu obojętne, w jakim kierunku udaje się pies.

Typ "Nie wiem czego chcę"
Bardzo zagadkowy, jednak często przeze mnie spotykany ;) Są to osoby, które z jakiegoś powodu kręcą się wciąż obok nas, nie próbując podejść bliżej czy rozpocząć rozmowę. Nigdy nie mogę zrozumieć o co im chodzi, bo nie widzę, żeby próbowali w ten sposób popracować nad zachowaniem swojego pupila, na przykład wykorzystać tę okazję na przećwiczenie ignorowania innych czworonogów - zatrzymują się jedynie w pewnej odległości i przyglądają. Wspomnę, że nie chodzi tu o sytuacje, gdy robimy coś interesującego, tylko sobie swobodnie spacerujemy, nie wyciągając nawet smakołyków czy zabawki.

Typ "Wieczny optymista"
Ten typ najczęściej wykazuje zachowania opisane w sytuacji nr 8. Uśmiechnięty, wyluzowany, otwarty na świat i nowe znajomości. Czy go chcą, czy nie chcą, podejdzie - najwyżej go pogonią, z czego potem (z nutką niezrozumienia) zwierzać się będzie innemu spacerowiczowi, chętnemu go wysłuchać. Bo on to w ogóle nie rozumie, jak można izolować psy - przecież one się dogadają zawsze.

Typ "Wujek Dobra Rada"
On wie lepiej. On po prostu wie lepiej, dlatego też ma dla Ciebie szereg uniwersalnych porad, które koniecznie musisz wcielić w życie. Nie zna Twojego psa? Nie szkodzi, metoda działa na jego, zadziała na każdego. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że często nie chodzi mu o pomoc, lecz o narzucenie nam swojego zdania.

Typ "Ojej"
Ludzie, którzy nigdy nie spodziewają się tego, co się właśnie stało. Często też reagują na złe zachowanie dopiero w momencie, gdy ma ono miejsce, nie próbując mu wcześniej zapobiec. Nie wyciągają wniosków, nie zastanawiają się, dlaczego pies zachowuje się tak, a nie inaczej. Ojej, pierwszy raz się rzucił! Ojej, pierwszy raz mi uciekł! Ojej, on nigdy tak nie robi!


Ja w oczach innych uchodzę chyba za typ "Nie, bo nie", ale sama wolałabym nie pasować do żadnego, które tu przedstawiłam ;) Natomiast najbardziej denerwujący są ludzie spod typu "Ale o co chodzi?", bo oni faktycznie nie widzą w niczym problemu... Typ "Ojej" staje na naszej drodze rzadko, za to zauważyłam, że wiele osób zmaga się z takowym na co dzień. My zazwyczaj mijamy po prostu normalnych psiarzy - nieuciążliwych, zwyczajnie ignorujących nas, zajmujących się swoimi sprawami. Na szczęście ;)


Pozdrawiamy,
B & A & J

Na blogu pojawiła się zakładka "Polecamy", gdzie umieszczać będę linki do akcesoriów,
które zostały przez nas sprawdzone, przetestowane i uznane za godne zainteresowania. Już niebawem post o produktach Oh My Pet doczeka się aktualizacji po niemal dwuletnim użytkowaniu.

Komentarze

  1. muszę napisać ,że aż się uśmiechnęłam czytając ten post ze względu na masę sytuacji ,które faktycznie nam się przydarzyły :D i czy to były pozytywne , absurdalne czy niemiłe to i tak fajnie sobie przypomnieć :p i nie mam pojęcia z kim , mogłabym się utożsamiać :p czasami nawet mam wrażenie ,że uchodzę za typa " bez kija nie podchodź " bo po ciężkim dniu fajnie iść , się wyluzować na beztroskim spacerze , ale przez rzucanie spojrzeń buraka , obrywa się innym :p z drugiej strony , mamy mało sytuacji dość absurdalnych , oburzających bo z reguły kiedy pies idzie naprzeciwko bez smyczy , teatralnie zatrzymuje się w bezpiecznej odległości , wyciąąąągam smycz żeby było widać zapinam i czekam wpatrując się w przybysza :p o dziwo działa bo przybysze też zapinają swoje pieski i wtedy bezpiecznie sobie ruszam
    ale zdecydowanie najczęściej spotykam wujków dobra rada :p
    generalnie bardzo fajny post :D !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że post się podobał. Spodziewałam się, że część tych sytuacji jest na porządku dziennym, ale nie wiedziałam, że inni spotykają się z nimi równie często. Mam to szczęście, że częściej widuję pogodne/opanowane pieski i równie pogodnych ludzi, więc to my wydajemy się ewenementem odstającym od normy. Też myślę, że niektórych bardziej stopuje moja postawa, niż wygląd i nastawienie Jimsa - może stąd tylu "Nie wiem czego chcę" na naszej drodze :D

      Usuń
  2. "Wujek Dobra Rada" to mój faworyt! Nadmiernie często spotykam takie osobniki, może dlatego, że gdy widzą mnie ćwiczącą z Abi później zagadują i gdy zaczynam opowieść o smakołyczkach i zabawkach zaczyna zgrzytać ;) Dla nich takie sposoby nie istnieją, za to mogę dowiedzieć się o wielu dziwnych poradach, a jest ich cała masa. Wujkowie Dobrej Rady chyba nigdy nie przestaną mnie zaskakiwać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czasami pozwalam takiemu na zaprezentowanie jego niesamowitej metody (o ile nie jest naprawdę idiotyczna) - konsternacja na ich twarzach, kiedy to wcale nie działa, daje mi (głupią) satysfakcję :D

      Usuń
  3. U nas nikt z psami nie spaceruje, ale ludziki puszczaja je luźno po wiosce ' A niech sobie pobiega' a pozniej gdy ide z psem to zawsze atakuja Majla, a ja nie wiem jak zareagowac bo wlascicieli nie ma w pobliżu. :P Jednak Wujek Dobra Rada to mam nawet w rodzinie. Niby wiedza lepiej a guzik sie znają. W wiekszosci przypadkow tylko przytakuje, bo nie chce mi sie tlumaczyc i sprzeczac . No chyba, ze już bardzo mnie opowiesc 'znawcy' dobije to musze wrzucic swoje 5 groszy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie jesteś w kiepskiej sytuacji, bo nie masz nawet możliwości poproszenia o jakąkolwiek reakcję - szczerze współczuję, długo bym tego nie wytrzymała. Co do drugiej części, to mam podobnie, bo również częściej przytakuję (oczywiście jeśli spotykam się z kimś całkiem mi obcym, a przez to obojętnym), chyba, że Dobra Rada już naprawdę nie daje mi wyboru.

      Usuń
  4. Super post! Psiarze to grupa bardzo różnorodna i dość często spotyka się kłótnie, i jakieś zaczepki, ale myślę, że większość należy do tej fajnej społeczności. :) Spacerowicze...oj jak dobrze to ujęłaś, 4 pierwsze sytuacje znam i to za dobrze. Jak ja widzę jakiegoś psa w oddali wołam Rudą i zapinam na smycz, albo łapię za obrożę i czekam, aż nas minie. Sytuacja numer 4 jest chyba najgorsza...bo nie wiem jakiej reakcji spodziewać się po nieznajomym psie...i wiele razy już się z takim czymś spotkałam, a jak coś się stanie to wina pójdzie na Astrę, bo duży pies... eh ;/ Jak psy się znają to zazwyczaj i tak wołam Rudą, bo po moim lesie chodzi np. wiele goldenów i nie wiem, czy to jest ten, którego znam..a jak się upewnię to puszczam psa, a ona i tak zazwyczaj omija towarzysza i idzie dalej. Pogawędki też są mile widziane i często inni spacerowicze zagadują o Astrę, albo ogólnie o psim zachowaniu.
    Spotykam wiele typów spacerowiczów w lesie, najbardziej jednak lubię jak ktoś zapnie swojego psa i z uśmiechem przejdzie obok, albo zapyta czy mogą się przywitać, oczywiście na smyczy. Ja Astrę zapinam zawsze, czy to mały, czy duży pies... po prostu nie chcę zbędnych konfliktów, a jeśli nie zdążę zareagować to robię w tył zwrot i zaczynam wołać Rudą do mnie i to działa, bo Astra zostawia to na co szczekała i biegnie do mnie, bo idę w inną stronę. Ojej..ale się rozpisałam :D Ale post genialny...wiele sytuacji spotykam na swojej drodze spacerowej.

    Pozdrawiam
    with-astra.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie, że post się podobał (a długie komentarze cenię i lubię ;). Z opisu wynika, że należysz do tej normalnej, nieuprzykrzającej innym życia grupy - świetnie! Podobnie jak Ty próbuję unikać witania się "bez nadzoru", szczególnie od chwili, gdy usłyszałam, że mój pies z przypiętą długą linką, powinien być na smyczy (?), skoro odgania inne, podbiegające do niego... Doskonale rozumiem, że to ja i Jimmy mamy problem i inni nie muszą być go świadomi, ale też nie uważam, że mam obowiązek informowania każdego spacerowicza, że do tego psa się nie podchodzi. Naprawdę nie pcham się na siłę w miejsca, gdzie czworonogi swobodnie razem hasają, a ja stoję tylko i fukam, by przypadkiem żaden nie próbował się zbliżyć. Oczywiście zgadzam się, że większość psiarzy to - mimo wszystko - fajni ludzie.
      Odnośnie Astry, to tylko pogratulować opanowania! Dla nas to wciąż bywa wyzwaniem ;)

      Usuń
  5. poruszyłaś bardzo ważny temat, sama chciałam się za "niego zabrać" jednak nie do końca wiedziałam jak to ugryźć. Niestety bardzo często spotykam się na spacerach z co najmniej dziwnym zachowaniem właścicieli. Spuszczanie psa ze smyczy, który jest nieodwoływalny to w Krakowie standard. Moje futro podchodzi to wszystkich psów z ogromną dawką zaufania niestety z racji tego, że jest to chow chow i chrumkanie jest na porządku dziennym to już nie raz zerwał za to po nosie a jak wiemy będąc na smyczy ma małe pole "do popisu".
    Bardzo cenię sobie opinie innych psiarzy, zwłaszcza tych z okolicy. Dzięki nim dowiedziałam się gdzie w okolicy nie warto odwiedzać weta, gdzie kupić mięso dla psa czy gdzie są organizowane wspólne spacery, więc głowa do góry! należy mieć wiarę w ludzi:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo dobry tekst. Temat poważny, ale mimo wszystko czytając go kilka razy uśmiechnęłam się pod nosem. Jak ja dobrze znam ten typ "ale o co chodzi?"... Swoje białasy zawsze prowadzę na smyczy z dwójnikiem. Są małe, więc kontakt z dużym agresywnym psem jest dla nich dość niebezpieczny, a ja nie za bardzo mam możliwość skutecznie obronić dwójkę. Czasem podbiegają do nas agresywne psy, a ich właściciele przywołują je sobie z daleka i tak naprawdę mają w nosie, co się dzieje - ich pies jest większy, jemu nic nie grozi - dwa mikro białasy i tak nie dadzą sobie z nim rady. Kiedyś jeden gość udawał nawet, że pies, który szczerzy do nas kły tak naprawdę wcale nie jest jego :)

    Na szczęście oprócz przykrych sytuacji mamy też wiele naprawdę miłych doświadczeń z innymi psiarzami :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja znam imiona kilkudziesięciu psów w mojej okolicy. Niektóre to z widzenia. Tzn mijamy się i tyle. Albo obejdzie łukiem albo się przywita. Niektórych jak spotkam to idziemy razem na spacer. Kilka osób mam jako znajomych na Facebook. Jednego psa starszej pani kiedyś kilka razy wyprowadziłem jak była chora. Teraz taki jeden pan wychodzi z jej psem. Nie dla pieniędzy tylko po prostu lubi. Jeden taki w moim wieku mniej więcej 30+ to 2 lata temu znalazł psa na śmietniku. Zakolegowaliśmy się i raz jak poszedł na koncert to dał mi klucz od domu żebym jego psa wyprowadził a raz to wziąłem jego psa na noc do domu bo miał rodzinną uroczystość. Ludzie co mnie znają w okolicy to nigdy nikt nie miał do mnie pretensji. Nawet jak ktoś ma psa na którego muszą uważać to jak mnie widzą to są rozluźnieni bo wiedzą że moja ominie ich psa czy sukę i nie będzie awantury.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz