10/12/2017

Halo, tu velcro dog

Velcro w języku angielskim oznacza rzep. Syndrom velcro doga to więc nic innego, jak przypadek psiego rzepa - czworonoga, który chciałby być z nami zawsze i wszędzie. Można nazywać go również ogonem czy cieniem. Nie chodzi tu o lęk separacyjny - z tego nie ma co żartować. Za to na opisywany syndrom można, a nawet należy, spojrzeć z przymrużeniem oka. Zastanawialiście się kiedyś, jak bardzo velcro są Wasze dogi?

Na początku chciałam odesłać do artykułu: Życie z psim rzepem. Będę do niego luźno nawiązywać w poście, bo nie ukrywam, że całkiem nieźle obrazuje moją życiową sytuację ;) Jim od momentu, gdy pojawił się w domu, wybrał sobie mnie. Bardzo mnie to cieszyło, bo przecież miał być mój - to ja znalazłam i wybrałam właśnie to ogłoszenie spośród wielu innych, ja go szkoliłam, wyprowadzałam i doglądałam. To prawdopodobnie również ja... stworzyłam potwora, bo sama posiadam pokaźną kolekcję zdjęć pasujących do przytoczonego artykułu.


»  Wystarczy jedno słowo. Wcale nie magiczne typu "Spacer" czy "Masz". Czasami wszystko, czego trzeba aby Jim zmaterializował się w pomieszczeniu, w którym akurat się znajduję, to mój głos. W czyimś domu nie ma szans, abym potajemnie przemieściła się z miejsca na miejsca. Bestia to odnotuje, nawet jeśli właśnie zasnęła.



» Co moje, to Twoje. Jim nie ma problemu z obroną zasobów przed ludźmi. Każdy może podnieść albo zabrać mu nawet najfajniejszą na świecie zabawkę. Nie każdy jednak zasługuje na to, by wyrzucony aport trafił do jego rąk. Ten bumerang, nieważne przez kogo wyrzucony, wróci zawsze do mnie.

»  Zero prywatności. Przyzwyczaiłam się już, że do łazienki idę z "obstawą". Niezależnie od tego, czy do kąpieli wybieram się o 22, czy 3, muszę liczyć się z tym, że pod drzwiami prawdopodobnie zastanę łaciate futro, które widzę już przez drzwi łazienkowe. Czasami też rzep towarzyszy mi podczas mycia rąk, beznamiętnie wpatrując się niby to w podłogę, ale tak, by kątem oka dostrzegać też moje stopy.



»  Personal space invader. Każdy z nas zna pojęcie dystansu - można podzielić go na przykład na cztery podkategorie: publiczny, społeczny, indywidualny i intymny (zarezerwowany dla najbliższych). Velcro dog najczęściej rości sobie prawo do przebywania w tym intymnym. Jim uwielbia przyklejać się do ludzi, co ciekawe, nie ma tak jedynie ze mną. Nie oczekuje głaskania czy przytulania, ale chce położyć na tobie łapę, głowę, przyłożyć do twojego kolana ucho czy usiąść plecy w plecy. Jest w 100% dotykalski i oczekuje, że inni też tacy będą. Byle nie psy.



» Wgapiacz. Jest dużo obiektów, na które można się gapić, ale w pomieszczeniu pełnym ludzi rzep wybiera właśnie ciebie. Obserwowanie mimiki twojej twarzy, kręcenie z zaciekawieniem głową, gdy tylko coś powiesz, wydawanie z siebie pełnych boleści odgłosów, kiedy nie zwracasz uwagi - to właśnie cechy velcro doga. Poza tym wszystko, co usłyszy z twoich ust, NA PEWNO skierowane jest w jego stronę. "Jaka ładna pogoda!" bez wątpienia znaczy, że jesteś zachwycony jego osobą.

Zrób tu, człowieku, dobry portret

» Wychodzisz? Beze mnie? Zwykle pies rozróżnia, kiedy (a) wychodzę w celu załatwiania swoich spraw, a kiedy (b) szykuję się na spacer z nim. W przypadku a) prawie zawsze odprowadza mnie pod same drzwi (chyba, że wczesnym rankiem idę na uczelnię, wtedy tylko kręci się pod nogami), a na jego pysku maluje się zaskoczenie, że mogę robić cokolwiek bez niego. I to poza domem!

»  Ty > niezależność. Velcro dog ma możliwość swobodnego hasania po polanie? Fajnie! Przez parę sekund. Zaraz potem będzie orbitował dookoła ciebie, bo właściwie jesteś ciekawszy niż otoczenie. Jeśli zaczniesz rozmawiać przez telefon, twój wierny pies przez cały ten czas stać będzie obok, nie myśląc o tym, by znaleźć sobie jakieś zajęcie. Z innymi psami można się pobawić, ale to też będzie chwilowa rozrywka i czasami trzeba go specjalnie do tego zachęcać.

Ty skończ rozmowę, a ja postoję

» Wyrzuty sumienia. Mam z kolei ja. Zawsze, kiedy nie mogę wziąć gdzieś psa, a wiem, że byłaby to dla niego super wycieczka. Albo wtedy, kiedy długi spacer zostaje odwołany, bo nie ma na niego czasu. Albo gdy stanowczo proszę psa, by przestał wchodzić mi na głowę po powrocie do domu.

**

Jim jest bardzo velcro (zdarzyło mu się nawet zrezygnować ze spaceru z którymś z domowników, kiedy okazało się, że nie ma mnie obok), ale wiem, że można bardziej. Jak jest u Was? 
Czytaj dalej...

10/08/2017

Wyszło szydło z worka

Już od prawie trzech miesięcy mieszka z nami Jack, psiak, którego historię przybliżyłam Wam tutaj. Pora zweryfikować to, co napisałam o nim zaledwie tydzień po przybyciu do naszego domu.



» Jest miłym pieskiem. Stał się bardziej otwarty wobec nas, jeszcze intensywniej dopomina się o głaskanie, a na punkcie mojej mamy kompletnie oszalał. Chodzi za nią krok w krok i to jej widok sprawia mu największą radość. Przestał jednocześnie obawiać się w tak dużym stopniu gości, nie chowa się pod stół na widok osób, które często do nas wpadają (niektóre nawet bardzo polubił), a do nowo poznanych potrafi podejść i się przywitać. Wciąż jest jednak lękliwy i najchętniej unika nieznajomych. Niestety nie przekonał się jeszcze całkiem do domowników - widać, że pewne zachowania go przerażają i nie jest pewien, czy może nam ufać. Niemniej, niemalże codziennie rano budzę się z dwoma psami w łóżku, więc pewne postępy są zauważalne.

» Przejął naprawdę mnóstwo zachowań Jimmy'ego. Zarówno tych pozytywnych, jak odważne wychodzenie na podwórko, jak i gorszych: szczekanie na dźwięk dzwonka czy pukania do drzwi. Teraz to on wszczyna alarm (jako mózg akcji), a Jim (jako spec od brudnej roboty) podłapuje i wykonuje...

» W dalszym ciągu bardzo ładnie chodzi na smyczy. Co do chodzenia bez: zdania są podzielone. Ja po jednym, ale wielkiej wagi incydencie zdecydowałam, że bardzo długo zajmie mi zaufanie mu i puszczenie go luzem. Moja mama jest pewna, że wróci na zawołanie i kiedy wychodzi z nim na spacer rzeczywiście pozwala mu na swobodne hasanie (a on jest grzeczny). Ze mną spaceruje na lince.

» Wciąż można zrobić z nim wszystko. Pozwala na czesanie, podnoszenie, czyszczenie, mycie, przesuwanie - nie wykazuje wówczas agresji.

» Jim ma znowu przerąbane. Mały jest typem broniącym zasobów i zdarzyło mu się pogonić starszego kolegę, gdy ten zbliżał się do jego posłania lub, co gorsza, wszedł do pokoju, w którym Jack przebywa (warto dodać, że najbardziej broni dostępu do mojej mamy). Trudno coś z tym zrobić, bo są to sporadyczne zachowania i w dosyć niespodziewanych porach, np. o godzinie 4 nad ranem. Korekta się pojawia, bo zwyczajnie szkoda mi mojego poczciwego burka, biorącego na klatę niezasłużone baty i każdemu w domu ustępującego... Od jakiegoś czasu takich incydentów nie ma, ale wiemy już, że trzeba zwracać na to zachowanie uwagę.

» Do psów podchodzi różnie. Moim zdaniem nie wykazuje agresji, ale potrafi pogonić psa, który się zbliża, szczególnie, jeśli ten jest większy. Potrzebuje chwili na oswojenie się, jeśli coś mu się nie podoba, to zwykle z daleka burczy bądź się marszczy, ale raczej zachowuje dystans (upomnienie i zapewnienie, że jest okej zwykle przypominają mu, żeby nie przesadzał pod tym względem). Z małymi psami i z Jimem potrafi się ładnie bawić.

» Nauczenie go czegokolwiek będzie sporym wyzwaniem. Nie bardzo rozumie ideę wykonywania poleceń za smakołyki. Zaczął już reagować na swoje imię, ale "Siad" wciąż nas pokonuje. Lubi posługiwać się łapami, dlatego jedyne, co w tym momencie chętnie prezentuje, to podskok w górę z wyrzuceniem łap (coś, co może przerodzić się w proszenie). Nie poddaję się, ale bez wątpienia to całkiem inny przypadek niż Jim, który sam z siebie dużo oferuje, chętnie kombinuje, powtarza zachowania i nie potrzebuje nawet superatrakcyjnej nagrody, żeby ochoczo współpracować.




» Zdjęcia nie są najnowsze, ale jest jeszcze jeden aspekt, który uległ zmianie. Sierść Jacka chyba zawsze będzie twarda i nieco szorstka, ale prezentuje się coraz lepiej. Nabrała miękkości, grubości, a kolor nieco się przyciemnił. Na fotkach coraz rzadziej wychodzi jak skrzywdzony pies.


Czytaj dalej...