2/10/2019

Smycz miejska & szelki guard, Dog's Profit


SKLEP - KONTAKT&ZAMÓWIENIE

Dog's Profit to marka handmade, w ofercie której znajdziecie smycze (miejskie, przepinane), szelki (guard, norweskie, bezuciskowe, easy-walk), obroże (standard, martingale, półzaciskowe) czy pokrowce na psie woreczki. Poszczególne akcesoria podlegają personalizacji - możemy wybrać m.in. kolor okuć, szerokość taśmy oraz rodzaj zapięcia

Ze sklepem kontaktowałam się tylko po dokonaniu zakupu w celu ustalenia, kiedy dotrze do nas przesyłka. Nie musiałam długo czekać na odpowiedź, która rozjaśniła sytuację. Problem z wysyłką firma rozwiązała poprzez kontakt telefoniczny. Zamówienie złożyłam 23.11, a 6.12 paczka leżała już w paczkomacie, czyli wszystko zgodne z informacją podaną na stronie.

WYKONANIE


Pierwszym zamówionym przeze mnie produktem jest smycz miejska. Zdecydowałam się na wersję standard o długości 200 cm i szerokości 2,5 cm. Wybrany wzór to Aqua men, który zauroczył mnie już na psich katowickich targach :) Do tego dobrałam czarny karabińczyk.



Jeden rzut oka na karabińczyk wystarczy, by stwierdzić, że jest naprawdę porządny - jako opiekun psa, który potrafi nagle pociągnąć, bardzo doceniam solidny zaczep. Dodatkowo podoba mi się, że pokrywająca go czerń jest matowa i dotarła do nas w nienaruszonym stanie. Chociaż mamy wersję standard, czyli pozbawioną bajerów, znalazłam sposób na doczepienie do smyczy woreczków - przy rączce znajduje się fragment z niezszytą podwójną taśmą i właśnie tam przymocowałam dozownik ;) Zastosowane nici nie tylko pasują kolorystycznie do całości, ale też mocno trzymają. Smycz nie ma żadnych "zadziorów", nic od niej nie odstaje. Wykonana jest z pojedynczej taśmy, więc jest dosyć cienka, dzięki czemu bez problemu zawija się ją wokół dłoni. Według mnie należy do miękkich i przyjemnych w dotyku. Kolory robią wrażenie, są nasycone i świetnie ze sobą współgrają.


Drugim z produktów są szelki typu guard. Po zmierzeniu Jima wybrałam rozmiar L i taśmę o szerokości 2,5 cm. Z pozostałych opcji: zapięcie - czarny plastik (firma stosuje klamry Duraflex, którym ufam) oraz srebrne okucia. Regulacji podlegają paski dookoła szyi, klatki piersiowej oraz pasek znajdujący się na mostku, co pozwala nam dobrze dopasować szelki do budowy psa. Sugerując się stroną, rozmiar L jest odpowiedni dla owczarka, goldena czy labradora, nie miałam więc wątpliwości, że będą pasować też na Jima. Są dobre, ale długość paska na plecach wydaje mi się mała (14 cm) i wolałabym (może to kwestia przyzwyczajenia?), żeby była co najmniej taka, jak w szelkach XL. Producent zaznacza "Jeśli obwody będą wielkościami granicznymi pomiędzy rozmiarami, wybierz większy" i warto stosować się do tej rady.Nasze szelki leżą dobrze, nie wpijają się w pachy, nie są też zbyt ciasne, więc wszystko w porządku, ale następnym razem zdecyduję się prawdopodobnie na większy rozmiar - to bezpieczniejsza opcja :) Pamiętajcie o tym, jeśli wasz pies ma klatę jak osiłek!




Podobnie jak w przypadku smyczy, nie mam żadnych zastrzeżeń co do wykonania. Paski mocno i  estetycznie zszyte, wszystko się trzyma. Taśma również jest pojedyncza. Okucia wydają się solidne. Dodatkowy atut stanowi wliczony w cenę plastikowy zaczep na adresówkę.

UŻYTKOWANIE





Jim jak zwykle dawał wycisk akcesoriom. Smycz przeżyła starcie z przestraszonym przez petardy psem, poddawana była nagłym szarpnięciom, moczona i wszystko z nią dobrze. Regulacja w szelkach, pomimo dzikich psich pląsów, trzyma się dokładnie tak, jak ją ustawiłam. Nic się nie pruje i szwy mocno trzymają. Plastikowe dodatki nie pękają. Okucia dotychczas nie zardzewiały. Natomiast niesprzyjająca pogoda sprawiła, że dosyć szybko piękne kolory pokrył brud (w szelkach od spodu, w smyczy przy rączce) - tego nie da się uniknąć w aktualnych warunkach. Zarówno smycz, jak i szelki szybko schną i są gotowe do dalszego użytku.




Jak to guardy, nie krępują ruchów i pies może zrobić w nich wszystko. Klamra w dalszym ciągu działa bez zastrzeżeń. Ważną kwestią jest dla mnie też to, czy akcesoria nie wycierają sierści. Jim nosił swego czasu szelki, przez które miał na plecach spore przetarcie i do dziś jest ono widoczne. Natomiast produkt Dog's Profit nie robi krzywdy futerku, nie powoduje "łysych placków".


Po dwóch miesiącach zaczęły pojawiać się pierwsze ubytki na karabińczyku, dokładnie tam, gdzie styka się z kółeczkiem z szelek. Obawiałam się, że tak może być i niestety - stało się. Smutno, ale producent szczerze przyznaje, że kolorowe okucia nie są wieczne. W takiej sytuacji możemy zwrócić się do niego z prośbą o płatną wymianę. Natomiast póki co nie przeszkadza mi to szczególnie. Zobaczymy, jak z czasem będzie wyglądać.

CZYSZCZENIE

Zalecenia w tej kwestii to pranie ręczne lub pranie w 40° w pralce. Ja skorzystałam z drugiej opcji i sprzęt wygląda jak nowy, ponownie zachwyca kolorami :)



PODSUMOWANIE 

Nie należę do wielkich maniaków psich akcesoriów, ale na to zamówienie czekałam z niecierpliwością i ekscytacją. Jestem bardzo zadowolona z obu produktów, a akcesoria Dog's Profit to aktualnie mój ulubiony zestaw spacerowy! ❤️ Stanowią świetne rozwiązanie na co dzień, zarówno na wypad na miasto, jak i na spacer w dziczy. Pomijając już kwestie estetyczne (chociaż widzę, że nawet obcy ludzie zwracają na szelki uwagę :p), wygodnie prowadzi się w nich psa, są lekkie, wytrzymałe i porządnie wykonane. Szelki nie przyczyniają się do wycierania futra, a sama taśma jest przyjemna w dotyku i nie kaleczy dłoni. Cieszę się, że spośród wielu firm wybrałam Dog's Profit i bez oporów zamówiłabym tam coś po raz drugi :)

» Akcesoria zakupione na stronie Dog's Profit


Czytaj dalej...

1/07/2019

#Z życia wzięte 04 | Koszmarne dzieciaki

Temat relacji między dziećmi i psami jest bardzo kontrowersyjny. W Internecie krążą grafiki pokazujące, jak należy wchodzić z czworonogami w interakcje, można też przeczytać o mrożących krew w żyłach bliskich spotkaniach z obcymi maluchami, czy też pooglądać filmy lub zdjęcia, na których rodzic ewidentnie postradał zmysły i uważa, że zwierzak to najlepsza żywa zabawka (mimo że ten całym sobą pokazuje, że chciałby być gdzie indziej).

Mój Jim nie jest fanem obcych, ale kiedy jest zapięty na smycz zupełnie dla niego nie istnieją. Sprawa wygląda tak samo, gdy biega luzem i ma zajęcie, jednak kiedy ktoś do nas podchodzi zawsze mam oczy dookoła głowy. I wiecie co? Mimo wszystko, mam raczej pozytywne doświadczenia.


Kiedyś nie na żarty się przeraziłam. To było lato, Jim szedł trochę przede mną na smyczy, jednak nie na całej jej długości. Dookoła nie było ludzi... A przynajmniej tak myślałam. Kiedy wyszliśmy zza rogu znikąd zjawiły się dwie dziewczynki i w mgnieniu oka obie przykleiły się do psa. Jedna bez najmniejszej obawy złapała go za szyję i wtuliła się w białe futro, tuż przy głowie. Byłam tak zaskoczona, że nie wiedziałam, co robić. Z głupią miną rozejrzałam się za rodzicami z myślą, że w miły sposób zwrócę im uwagę, bo takie zachowanie może się kiedyś źle skończyć. Okazało się, że stali nieopodal, ale rozmawiali w zupełnie obcym języku i odpuściłam. Jim kompletnie olał dzieci, a one tak szybko, jak się pojawiły, tak szybko straciły zainteresowanie i sobie poszły. To chyba najmniej przyjemne spotkanie.

Druga z historii też rozgrywała się na smyczy. Wszystko działo się ekstremalnie szybko. Słuchałam muzyki i usłyszałam nagle głośne "Uwaga", jednak nim zarejestrowałam, na co mam uważać, młody kolarz wjechał prosto miedzy psa a mnie, zahaczył szyją o smycz i runął na ziemię. Nigdy wcześniej nic takiego mnie nie spotkało i byłam w szoku, że wcale nie tak małe dziecko zrobiło coś równie głupiego i nie pomyślało, że nie ma szans, żeby przejechać pod smyczą, czy żeby ta... magicznie zniknęła. Pamiętam tylko, że z jednej strony miałam spore wyrzuty sumienia, że akurat "przez nas" zaliczył wywrotkę, z drugiej ucieszyłam się, że trafił akurat na Jima. Inny pies mógłby skoczyć na leżące dziecko (dla zabawy) czy nawet wystraszyć się i zaatakować.

Dzieci często chcą głaskać J, pozwalam im na to, chociaż informuję, że zazwyczaj nie bardzo go to interesuje. Całkiem niedawno zrobiło mi się jednak naprawdę przykro z tego powodu. Czekaliśmy pod centrum handlowym na znajomą. Podszedł do nas chłopiec, grzecznie zapytał, czy można się przywitać, więc pozwoliłam. Jim za to robił wszystko, żeby tylko nie stracić z pola widzenia drzwi do Galerii (ma tak, jak na kogoś czeka) i zwinnie odsuwał się to w prawo, to w lewo, żeby chłopiec mu nie zasłaniał i w gruncie rzeczy właściwie nieświadomie nie dał się pogłaskać. Dzieciak dał za wygraną i zrobił tak smutną minę, że naprawdę było mi szkoda, że mam psiego gbura.

Innym razem, latem, Jim skakał do wody i pływał za piłką. Podeszły do nas dwie mamy z chłopcami, którzy nie byli szczególnie zainteresowane psem, panie za to z zaciekawieniem się nam przyglądały. Trochę porozmawiałyśmy i powiedziałam, że Jim ma mnóstwo energii i mógłby tak cały dzień biegać za zabawkami. Jedna z mam stwierdziła, że to zupełnie jak ich dzieci, ale niestety na zmęczenie ich nie ma tak łatwego sposobu. Słowo daję, że wyglądała, jakby było jej szkoda, że nie jest na moim miejscu :d


Z cyklu "fajni opiekunowie". Ostatnio przy przedszkolu mijaliśmy dwie rozbrykane dziewczynki, które były pod opieką starszej kobiety. Nie nastawiam się od razu na problemy, bo raczej nikt się wobec mnie chamsko nie zachowuje, ale zawsze może się zdarzyć, że usłyszę pretensję o coś związanego z psem. Pani zauważyła Jima, rzuciła okiem na dzieciaki i upomniała je stanowczo, żeby tak nie skakały, bo piesek się boi. Może i głupie, ale zrobiło mi się miło, że można patrzeć dalej niż na czubek własnego nosa (chociaż dzieci nam w ogóle nie przeszkadzały) :)

Tego lata zdarzyło się, że mój zwierzak przez prawie pół godziny bawił się z dzieciarnią na osiedlu. Dwie starsze dziewczynki podeszły z pytaniem, jak pies się nazywa i czy można się przywitać. A potem pojawiły się inne dzieci i się zaczęło. Usłyszałam historie o psach w ich rodzinie, każdy chciał rzucać frisbee, oglądać sztuczki i głaskać. Dla Jima to w sumie nie problem, za to ja przekonałam się, że do małych ludzi nie wszystko dociera. Niby rozumiały, że teraz robimy przerwę, pies się kładzie i odpoczywa, ale zaraz ktoś znów baaaardzo chciał się pobawić i łapał za zabawkę, zachęcając Jima do łapania. Uciekliśmy, jak tylko straciłam kontrolę nad stadem, ale nie wspominam źle tego spotkania.

Parę lat temu podczas spaceru mijaliśmy mamę z synkiem. Chłopiec długo przyglądał się Jimowi i w końcu powiedział rodzicielce, że... ten piesek jest brudny. Mama zaczęła go uciszać i odpowiedziała, że on ma tylko taki kolor :D


A Wam obce dzieci utrudniają życie czy wręcz przeciwnie?
Czytaj dalej...