Jimmy


James, Jimmy, Jim, Jot, Ji, JJ…
mix, listopad 2008, samiec
Jimmy zamieszkał ze mną 8.02.2017 roku. Był wtedy małą białą kuleczką w czarne kropki, z zawiadiackim spojrzeniem i szalonymi uszami. Niektórym przypominał pandę ;) Jego historia przybliżona została tutaj. Jim jest moim pierwszym własnym psem. Wszystko, czego się nauczyłam, przetestowałam na nim: to on skłonił mnie do pogłębiania swojej wiedzy i sięgania do specjalistycznych źródeł. To dzięki niemu dowiedziałam się, czego oczekuję od psa i co będzie dla mnie priorytetem przy wychowywaniu każdego następnego. On również okazał się spełnieniem największego marzenia z dzieciństwa: dostałam pod opiekę czworonoga o ogromnych możliwościach, zawsze chętnie podejmującego wyzwania, jakie przed nim stawiam. Jim jest moim prywatnym mistrzem wszelkich dyscyplin sportowych, w jakich próbowaliśmy swoich sił – dla mnie to frisbowiec najwyższych lotów (pół żartem, pół serio)! Co najważniejsze: nie mogłam wymarzyć sobie czworonoga bardziej wpatrzonego we mnie. J to właściwie taka zwichrowana Lassie „po przejściach” ;)

Niestety życie z nim nie jest usłane różami – ma swoje problemy, nie jest psem o stabilnej psychice, a z lękliwością, jaką przejawia, zmagamy się po dziś dzień. Wymagał ode mnie ogromnego nakładu pracy i jeszcze więcej cierpliwości – z nim nie można się nudzić, bo nigdy nie wiadomo, czy ma dziś dzień „pieska na medal” czy „biało-czarnej zmory”. Jestem pewna, że gdyby nie pojawił się w moim życiu, byłabym dziś inną osobą – wniósł ogromnie dużo do mojej codzienności. Sporo razem przeszliśmy i niesamowicie się do niego przywiązałam (jak wiele mamy wspólnego przeczytać możecie tutaj), nie wyobrażam sobie siebie bez niego – to taki mój znak rozpoznawczy.


Jimowe starty:
DCDC Chorzów 2011, kategoria Starters [debiut] - 9/18



Share
Tweet
Pin
Share