Nie taki diabeł straszny

Często na blogu żalę się, jak to ciężko czasami bywa z Jimsem i jego nietypowym charakterem, jak bardzo jesteśmy z tego powodu "wycofani", odosobnieni i tak dalej... Chyba nigdy nie pojawił się tutaj post, w którym nie napisałabym, że coś z nim nie tak (nawet w tym nie należy spodziewać się samych superlatyw), a więc ktoś, kto nigdy nie miał z nim do czynienia może pomyśleć, że z nim "wszystko nie tak". Cóż, należy się sprostowanie i rehabilitacja, bo zdaję sobie sprawę, że jestem wobec niego bardzo krytyczna i mam raczej skłonności do koncentrowania się na tych negatywnych cechach. A przecież Jimmy, który notabene skończył w tym miesiącu siedem lat, jest po prostu... wyjątkowy.

Poważnie, nie znam drugiego takiego psa. Zawsze śmieję się, że jest jedyny taki na świecie. Co prawda głównie dlatego, że nie spotkałam jeszcze tak specyficznego (w znaczeniu pejoratywnym, niestety) czworonoga, ale też przez wzgląd na to, że wszystko, co sobą reprezentuje poza byciem nieprzewidywalnym strachulcem często sprawia, że wręcz nie mogę uwierzyć, że w jednym psie może istnieć tyle sprzeczności. Często mówię, że on się boi, on nie lubi, on nie chce. Pora to odwrócić! :) Postaram się wypisać przede wszystkim te wyjątkowe z mojego punktu widzenia aspekty, które niekoniecznie widuję u wszystkich psów.

Cechą, którą w nim uwielbiam, jest słuchanie. I nie chodzi o to, że jest (i czy jest ;) posłuszny, mam na myśli chęć słuchania tego, co mówię do niego ot tak. Kiedy się odzywam, zawsze zwraca na mnie uwagę, nawet jeśli śpi, to mogę spodziewać się rychłego przebudzenia, uniesienia głowy i pytającego spojrzenia. Są słowa wzbudzające w nim duże zainteresowanie, łączące się z charakterystycznym head tiltem, dotyczące wartości takich jak piłeczka, frisbee, chcesz?, ale reaguje w taki sposób też na co?, halo, popatrz, a nawet całe sentencje, jak "Wiesz kto dzisiaj przyjdzie?". Momentami mam wrażenie, że on po prostu rozumie co się do niego mówi, rozróżnia sensy wyrazów, chociaż przecież tak nie jest. Właśnie z tego względu mówię do psa naprawdę dużo - informuję gdzie skręcimy, gdzie zaraz pójdziemy, kogo zaraz zobaczy...

Za kolejną zaletę uważam pewne "wbudowane" zachowania, które można łączyć z łatwością uczenia się. I niekoniecznie chodzi o szybkie pojmowanie tego, co tłumaczę, ale jakąś wrodzoną zdolność do prezentowania pewnych czynności dokładnie tak, jak powinny one wyglądać. Przykład - nauka vaultów. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek próbowała krok po kroku nakierowywać go na ich właściwe wykonywanie (a nawet jeśli, to nie wyszło), on w pewnym momencie po prostu się odbił, kiedy poklepałam się po boku. Podobnie "po prostu" zaczął ładnie skakać po frisbee, wykonywać flipy - wystarczyło, że ja dobrze zrealizowałam swoją część pracy, a resztę on po prostu wiedział. Przy nauce komend wystarczy drobna, ale jasna wskazówka, by pojął jak finalnie ma ona wyglądać. Oczywiście to nie reguła, ale bardzo dużo daje od siebie i to sam z siebie.

Ponadto, cudownie reaguje na wszelakich domowników. Nigdy nie było najmniejszych problemów w kontaktach z Boną (a przynajmniej nie z jego strony), kotami, szczurami. Oczywiście, że czasami zaczepia koty, gdy one tego wyraźnie nie chcą, ale nie zdarzyło mu się przejawianie agresji w stosunku do nich, podobnie jak wobec gryzoni czy też ludzkiej części rodziny. W warunkach domowych jest totalnym pacyfistą, zawsze schodzi z drogi i respektuje czyjeś zdanie.

Ma fantastycznie działający przycisk "on/off". W pomieszczeniach, zarówno jego prywatnych, jak i w tych odwiedzanych przy różnych okazjach, psa po prostu nie ma. Zazwyczaj gdzieś leży i nie wymusza uwagi, czasami przynosi swoje zabawki, ale zdarza się to kiedy ktoś go zaczepia i wprawia w zabawowy nastrój. Bywa, że szczeka na coś, ale nie jest typem, który będzie stał pod drzwiami i reagował na każdy ruch na klatce schodowej. Z tego też względu czuję, że mogę wziąć go ze sobą wszędzie (o ile nie będzie tam głośno), bo nie będzie przeszkadzał innym.

Zachowuje się niczym psi aktor. Kiedy pada polecenie "szukaj", biega po całym mieszkaniu zaaferowany,  wącha wszystko - nawet ściany, na których oczywiście nikt nie mógł schować żadnego przedmiotu. Minę zbitego psa ma przez większość swojego życia, jednak wystarczy powiedzieć do niego coś przejmującym tonem, by wyglądał niczym z plakatów o krzywdzonych istotach. Jeśli oznajmi się mu, że "psa boli łapka", będzie całym sobą pokazywał, że właśnie tak jest, chociaż z łapą wszystko w porządku. Mimikę ma niesamowitą (na co dużo osób zwraca uwagę), samym wyrazem pyska jest w stanie wyrazić bardzo dużo (patrz: zdjęcie po prawej). Czasami odnoszę wrażenie, że pewne zachowania przejawia tylko dlatego, że widzi, że mnie bawią. Lubuje się w różnych schematach - na przykład każde rzucenie się na miotłę (uwielbia za nią ganiać, jeśli tylko mu się na to pozwoli) musi być poprzedzone wysokim wyskokiem w jej kierunku :P

Jest moim cieniem, o czym pisałam już wielokrotnie. Uwielbia się meldować, kładąc przy mnie głowę, czy to na moich kolanach, czy na łóżku. Chodzi za mną do różnych pomieszczeń, a jeśli go nie wpuszczę, będzie spał pod drzwiami. Wiąże się to również z leżeniem zawsze w niewłaściwym miejscu, blokowaniem mojego krzesła, odwiedzinami w łazience, gdy nie zamknę jej za sobą, generalnie Jimsem wiecznie "pod nogami". A przy tym - u psa nie stwierdzono lęku separacyjnego, więc mimo bycia maminsynkiem, potrafi się kontrolować.

Nie ma dla niego żadnych barier fizycznych, co jest nieco dziwne, zważywszy na jego zamknięcie w sobie. Nie jest przewrażliwiony na punkcie swojego ciała, jeśli się uszkodzi zazwyczaj nie daje żadnych oznak. Pozwala ze sobą zrobić wszystko, nie jest niedotykalski, chociaż nie należy do psów, które wymuszają głaskanie. Jeśli uprze się, że znajdzie się dla niego miejsce na łóżku, potrafi wpasować się w każdą przestrzeń, przy czym nie widzi nic złego w położeniu się na człowieku. To zawsze dziwi naszych gości, bo do wszystkich podchodzi z dużą dozą ostrożności, natomiast kiedy siedzą obok, nie jest dla niego czymś nienaturalnym oparcie na ich kolanach głowy czy położenie na nich łap. Chyba nie zdaje sobie sprawy z tego, że jest całkiem sporym psem. Być może wpływa to też na fakt, że nie istnieją dla niego ograniczenia, ma duże możliwości fizyczne - wszędzie wejdzie, wysoko skacze, nie boi się wchodzenia np. na drzewo, nie przerażają go też gabaryty innych psów.

Kiedy da się mu szansę, pokazuje swoje prawdziwe, nieszkodliwe "ja" ;) Jeśli ktoś kucnie obok, pozwoli mu poznać się z takiego punktu widzenia, znika jego nieprzyjazne nastawienie, staje się tylko przestraszonym, malutkim Jimsem, gotowym rozdawać buziaki.

Poza tym... wygląda przeuroczo, kiedy śpi :D



A Wasze psy? Mają coś takiego, co czyni je jedynymi w swoim rodzaju? 

Pozdrawiamy,
B & A & J

Komentarze

  1. Czasem pies potrafi nas zaskoczyć, raz pozytywnie, raz negatywnie ale w końcu to miłość naszego życia <3 Albo miłości :D

    OdpowiedzUsuń
  2. I o to chodzi, żeby zamiast tylko wytykać naszym nieidealnym psom ich wady, skupić się na zaletach. Owszem... Kermit potrafi mi uciec na spacerze, często mnie olewa, ważniejsze dla niego są jakieś śmieci które można zjeść, albo zapaszek zajączka który sobie kiedyś tędy biegł, ale za to jest mega przytulaśnym psem, bardzo inteligentnym, kombinującym, potrafiącym myśleć. A Sonunia jest delikatna, strachliwa, przejmuje się różnymi sytuacjami, boi się podawania głupich kropel od kleszczy, długo jej zajmuje nauka nowej rzeczy, potrafi w kółko powtarzać ten sam błąd, ale za to jest wpatrzona we mnie jak w obrazek, ma swoje pocieszne zachowania, potrafi się szybko przyzwyczajać do nowych sytuacji i miejsc, kota którego na początku chciała zjeść, teraz kocha, no i jest moją czarną księżniczką :).

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz