Nowy - lepszy?

Czas na jakieś podsumowanie, do którego zabieram się chyba po raz pierwszy, odkąd mam tego bloga. Ten rok upłynął bardzo szybko, a działo się baaaardzo dużo.

Pod wieloma względami nie był to "psi rok". Zawsze z zainteresowaniem przyglądam się temu, co dzieje się w psim światku - śledzę blogi, fora, czytam o różnego rodzaju wydarzeniach, co pozwala mi choć trochę być na czasie. Sama nigdy nie brałam w tym czynnego udziału, jednak pamiętam lata 2009-2011 czy nawet rok 2012, kiedy udało mi się pojawić to tu, to tam, regularnie z kimś spacerować czy wpaść na jakieś większe spotkanie. W tym roku prawie nic z tych rzeczy nie miało miejsca. Wystarczy wspomnieć, że nawet treningów Frisbee było tak mało, że mogłabym policzyć je na palcach obu rąk. W porównaniu z poprzednimi latami, to (z mojego punktu widzenia) wręcz zaskakujące, bo oboje bardzo lubimy ten rodzaj aktywności. No więc, co się stało? Sama nie wiem. Może wynika to z zmian, jakie zaszły w moim życiu, kiedy to trzeba było odstawić takie sprawy na dalszy plan, a pomyśleć trochę nad sobą i swoim życiem i podjąć znaczące decyzje. Oczywiście, ciężko mi wyobrazić sobie codzienność bez psów. Mogę mieć mnóstwo innych zainteresowań i zajęć, ale niemal każdą decyzję, jaką podejmuję, rozpatruję pod kątem moich zwierząt - staram się znaleźć dla nich miejsce i czas.
W tym roku jedyny większy, bo tygodniowy, wakacyjny wyjazd spędziłam sama. Nie obyło się bez wyrzutów sumienia, bo jak ich nie mieć, jeśli przebywa się w TAKIM czy TAKIM otoczeniu i nie zabierze się ze sobą psów, ani zmartwień o stan szczurów po moim powrocie (niestety dokarmiania ich nie da się zwalczyć) czy też obawy o Jimma, chodzącego za mną i ze mną wszędzie (niezależnie od tego, czy poświęcam mu uwagę), ale pojechałam i trochę od wszystkiego odpoczęłam. Zatęskniłam, przemyślałam, wróciłam z nowym zapałem, bo mimo "świętego spokoju", to jakoś tak nudno, kiedy nikt nie podnosi ciśnienia i wszyscy są grzeczni :>


Ale, oczywiście, spacerowaliśmy ile się tylko dało! Jimmy miał okazję do poznawania przede wszystkim nowych ludzi (i udowodnił, że nie jest taki nietowarzyski, jak mi się wydawało) i paru psów (tutaj bez zmian, albo nie da do siebie podejść, albo olewa, rzadko polubi). Ze 'stanem umysłu' bywa różnie, J często jest nieobecny i ciężko do niego dotrzeć - wciąż "z głową w chmurach" (nie wymaga tłumaczenia, jeśli ktoś chociaż raz miał okazję go spotkać), ale pogodziłam się już z tym, że nigdy nie będzie to zwierzak o silnej i stabilnej psychice. Jednak widzę pewien postęp - chociaż pies słysząc strzały (co zresztą zaczęło się już miesiąc temu - nie pojmuję jaką w tym można widzieć rozrywkę...) tradycyjnie nie wiedział gdzie się podziać, a stresu i strachu było bardzo dużo, to kiedy minął najgorętszy moment, uspokoił się nieporównywalnie szybciej, niż rok temu. Ciężko uznać jego stan za totalny chillout, ale chociaż nie zabunkrował się pod choinką czy stołem na całą noc i ranek, a nawet dał się namówić następnego dnia na wyjście z domu. Co do Bony, to odkąd pamiętam miała wszelkie hałasy i strzały w głębokim poważaniu, na szczęście po dziś dzień się to nie zmieniło. Świadomość, że chociaż jeden z moich psów jest totalnie wyluzowany i nie ma z tym problemu zawsze podnosi mnie na duchu, szkoda tylko, że nie udziela się to Jimowi... Ten rok był po prostu "w porządku" - mogło być gorzej, lepiej na pewno też. Na szczęście pod kątem zdrowia, poza pewnymi przypadkami, był naprawdę szczęśliwy. Czy mam jakieś postanowienia i plany w związku z nowym? Hm, niespecjalnie. Po dzisiejszej sesji sztuczkowej stwierdziłam jednak, że będziemy częściej robić coś tego typu, by Jimo nie utracił chęci do pracy. W tym roku zaczęliśmy trochę obikować - ciężko to nazwać trenowaniem, ale muszę przyznać, że pies pozytywnie zaskoczył mnie zapałem do wykonywania ćwiczeń wymagających trochę więcej skupienia, więc chcę to kontynuować. Poza tym, w 2015 zamierzam częściej sięgać po dyski, chociażby po to, by poćwiczyć rzuty - Jimmy świetnie sprawdza się w roli "sprzątającego" pole :)

I chyba najważniejsze - z okazji nowego roku życzę sobie - i wszystkim, którzy mają podobny problem - przede wszystkim dużo, dużo, dużo optymizmu, uśmiechu, motywacji do działania i siły, kiedy będzie źle.

Na koniec wstawiam piękną foteczkę autorstwa A. Zmysłowskiej.


Swoją drogą, chociaż bloga aktualizuję sporadycznie i nie piszę tutaj o niczym ważnym, to całkiem miłe, że przybywa nam obserwatorów :)

Komentarze

  1. U mnie też nic w tym roku się nie wydarzyło znaczącego jeśli chodzi o pracę z psiakami, ale w przyszłym mam zamiar coś zacząć robić. Haszczaki jednak coś w sobie mają, że im zwisa, czy są hałasy, czy ich nie ma. Mój też jakoś specjalnej uwagi na to nie zwraca. Natomiast bardzo zaskoczyło mnie zachowanie kota, który z zainteresowaniem obserwował w oknie fajerwerki.
    Zdjęcie autorstwa Alicji cudne jak zawsze, ale Twoje też bardzo mi się podobają i z przyjemnością tu zaglądam :-). Pisz częściej!
    Wszystkiego dobrego w nowym roku, większej motywacji dla Ciebie i psiaków! I optymizmu, choć z własnego doświadczenia wiem, że czasami z trudem przychodzi ;-).

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne zdjęcia. Moje przespały pół wybuchów :P. Najgorsze jest to, że ludzie nie strzelają by powitać nowy rok, o 31.12. o północy, tylko wybuchy słychać już od początku grudnia. W nowym roku wszystkiego dobrego, dużo zdrowia i motywacji do pracy :).
    Pozdrawiamy!
    Ola i Piano

    OdpowiedzUsuń
  3. Tobie życzę tego samego, optymizmu, pozytywnego podejścia do codzienności, motywacji do robienia czegoś, czegokolwiek, aby sprawiało to radość. Ja czuję że to będzie dobry rok :).

    OdpowiedzUsuń
  4. piękne zdjęcia , wyborny model :D !
    życzę Wam ,żeby w tym roku dekle latały na prawo i lewo bo i u nas zwłaszcza pod koniec roku było z tym ciężko a może i uda się spotkać na jakimś dcdc : p

    OdpowiedzUsuń
  5. Wyrzuty sumienia zostawiając psa w domu... Skąd ja to znam. Marzy mi się wypad do Portugalii i za wszelką cenę chciałabym wziąć ze sobą Rio, jednak różnica w kosztach przelotu, a drogi lądowej jest niebotyczna.
    Powodzenia w Nowym Roku!

    OdpowiedzUsuń
  6. Nominuje Cię do LBA, zapraszam jeśli chcesz ;) http://texasbc.blogspot.com/2015/01/liebster-blog-award.html

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudne zdjęcia! Wszędzie by się chciało wziąć naszego czworonoga ale czasami to nie wypala :/ ja we wakacje jadę do Francji a teraz pytanie co z psem? Albo wyłożyle kosmiczna kwotę za transport psa albo pies zostanie w domu... Wielkie wyrzuty i zmartwienia czy nic jej się nie stało :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. + obserwujemy i zapraszamy do nas! :)
      Http://przygodys.blogspot.com

      Usuń

Prześlij komentarz