Jimmy Can Fly!

  • Home
  • Jimmy
  • Crew
  • Testujemy
  • Kontakt
Wychodzisz na nocny spacer ze swoją dwójką, drogę przecina ci para z TTB. Mając świadomość, że twój pies nie należy do przyjaznych zatrzymujesz się, aby ludzie, którzy zmierzają w kierunku najbliższej bramy, mogli spokojnie was minąć. Kto tu zawinił?


Jak dla mnie - nikt. Logicznym jest, że w takiej sytuacji (z punktu widzenia właścicielki amstaffa) jestem wdzięczna, że druga strona daje przestrzeń i przechodzę obok bez słowa. Najwyraźniej można moją postawę odczytywać dwojako, czego się nie spodziewałam - pani zatrzymała się i w zamian za uprzejmość usłyszałam, że "Amstaffy połykają w całości" i "Ojej, nie utrzymam go". Zaczęłam więc tłumaczyć z daleka, że to mój pies ma problem, jednak zmiany tonu się nie doczekałam, wolnej drogi również. Pani po chwili zdecydowała się na krok w naszą stronę (why?), a spokojny dotąd amstaff przypuścił szarżę na moje psy. Opiekunka została szarpnięta w przód, prawie upadając złapała partnera za rękę, oboje próbowali utrzymać zwierzaka i udało się im go ostatecznie odciągnąć. Teraz już kozaczenie się skończyło, smycz psa została skrócona, a para umknęła do bramy. Kobieta mruczy na koniec coś pod nosem, jakby faktycznie nie spodziewała się reakcji swojego pupila. Cyrk.

Do dziś nie wiem, czemu to wszystko miało służyć. Rozumiem, że wielu właścicieli TTB spotyka się z ogromną niechęcią środowiska. Rozumiem, że są wrażliwi (przewrażliwieni?) na tym punkcie. Ale osobiście gdzieś mam to, że ktoś chce mi udowodnić, że jego pies jest super. Serio, nie interesuje mnie to, za to bardzo drażni. Nie mam uprzedzeń, absolutnie nie winię psa (był grzeczny, póki nie wkroczyła do akcji wojownicza opiekunka) czy rasy (bo mógł być przedstawicielem każdej innej), nie rzuciłam żadnego nieprzyjemnego komentarza, dlaczego więc ktoś w ogóle rozpoczyna tego typu dyskusję? Wydaje mi się, że problem tkwi w braku pokory i dziwnym poczuciu, że jak od nas "stronią", to trzeba im wygarnąć. Bo jak to tak, mieć jakieś ale do MOJEGO psa? Jak to tak minąć bez słowa? No nie da się. Trzeba przygadać temu drugiemu.

Rzadko zdarza się, że ktoś schodzi z drogi na nasz widok, ale na pewno mam za sobą tego typu doświadczenia. Nigdy nie poczułam się urażona z tego powodu, bo sama wiem, jak wiele może być przyczyn podobnego zachowania. Prawdę mówiąc dla mnie to uprzejmy gest ze strony drugiej osoby (o ile sobie nie złorzeczy pod nosem w moim kierunku, bo to chamstwo), który odwzajemniam uśmiechem - nie wnikam dlaczego, nie obruszam się, bo ostatecznie mam święty spokój. Ale widocznie i tak źle, i tak niedobrze.


  • 4 Comments
Na blogu pisałam już kiedyś o typach psiarzy. Notka stworzona była z przymrużeniem oka, bez wątpienia jednak wynika z niej, że psiarze są grupą, którą nie tylko zewnętrzne środowisko odbiera raczej ambiwalentnie, ale też, że my sami nie oceniamy siebie jednoznacznie. Z niesamowitą zajadłością lubimy zarzucać sobie nawzajem zerową wiedzę na temat opieki nad psami, wtykać nos w nieswoje sprawy i nadmiernie analizować życie ludzi, z którymi tak naprawdę nic nas nie łączy.


Najlepszym miejscem na rozpętanie dramy jest oczywiście Internet, gdzie można pokłócić się o to, że ktoś, zamiast kliknąć coś w stylu "Otrzymuj powiadomienia", wstawił pod postem kropkę (tak, wiem, że dotyczy to każdego tematu, nie tylko psiego). Oczywiście głupotą jest ocenianie całego środowiska przez pryzmat wirtualnej rzeczywistości i sama raczej gorzko uśmiecham się na widok posta, zwiastującego tzw. shitstorm, niż faktycznie się nią przejmuję. Odpowiedzi czytam bardziej z ciekawości, ale odpuszczam, gdy dostrzegam stale goszczące przy okazji takich  "dyskusji" nazwiska - mam już pewność, że oto przybyła ekipa od zadym i nie wyciągnę z wpisu kompletnie nic. Myślę, że każdy z nas wystawia sobie opinię wypowiedziami i niezwykle szanuję osoby, które potrafią kulturalnie wyrazić swoje zdanie (a wiem, że zachowanie spokoju nie jest łatwe, gdy trzeba po raz setny powtarzać oczywistości i zwyczajnie znosić głupotę innych - "powiedział psiarz" :D).

Wszyscy zatem wiemy, że są z nami - psiarzami - problemy i - według świata zewnętrznego - postrzegamy duet "ja i mój pies" za pępek świata. Dla odmiany, chciałabym w tym momencie nieco ocieplić wizerunek. Czy to prawda, że potrafimy jedynie uprzykrzać sobie wzajemnie życie i spacery?


Uważam, że nie. Przynajmniej z moich doświadczeń wynika, że nie jest to cecha ogółu. Może to kwestia miejsca zamieszkania, może miejsca spacerów, ja jednak częściej spotykam ludzi, którzy są naprawdę w porządku. Większość opiekunów stara się pilnować swoich towarzyszy, powiem więcej - potrafią powiedzieć "Sorry, to moja wina", a nie rzucić chamskim tekstem w moją stronę i odwrócić kota ogonem. Podczas spacerów generalnie rzadko wdaję się w dyskusję, ale jeśli już się to stanie, widzę w rozmówcach dużą sympatię nie tylko do własnego zwierzęcia, ale również do czyjegoś. Każdy, kto do mnie podchodzi (z różnych powodów), zawsze zapyta o Jima (królują pytania o rasę, a potem o to, gdzie on ma ogon ;). Chociaż wygląda on jak puchata owca, nikt nie głaszcze go bez pytania, nie pcha rąk, nie przywołuje natrętnie wbrew mojej woli. Inaczej było z Boną - zawsze zwracała uwagę, ludzie chcieli się z nią witać, dotknąć, przytulić, nawet zrobić sobie zdjęcie, ale też nie pamiętam, by kiedykolwiek było to dla mnie i dla niej szczególnie uciążliwe. Przypadków, kiedy druga osoba podchodziła w celu rozpoczęcia kłótni, również nie potrafię przywołać. Ponarzekać mogę jedynie na tych, których psy próbują do nas podbiegać (często odwołując się, ale jednak podchodząc), lecz nigdy nie zdarzyło się, żeby ktoś na nasz widok perfidnie spuścił ze smyczy zwierzaka, który faktycznie miał złe zamiary.


W moim mieście dostrzegam spory postęp w podejściu do wychowania czworonogów i zachowaniu ich opiekunów. W lokalnych psiarzach widzę dużą otwartość w związku z psimi tematami. Potrafią zupełnie obcej osobie opowiedzieć historię swoich zwierzaków czy autentycznie rozczulić się na wspomnienie o towarzyszu sprzed lat. Nawet ja, będąc odludkiem, który nie przepada za formą "small talk", mogę całkiem swobodnie opowiadać o mojej codzienności z czworonogami. Ba, nawet poświęcę komuś CAŁE pół godziny ;) Czuję, że łączy nas pasja, a wówczas nie mam wrażenia, że zanudzam drugą osobę kompletnie obcym jej tematem. To właśnie wydaje mi się cenne w naszej "psiarskiej" społeczności.

Mam wrażenie, że wszelka życzliwość zanika, gdy (pomijając uzasadnione reakcje, kiedy mierzymy się z chamstwem) psiarz ma okazję spotkać się z drugim psiarzem właśnie w Internecie. Można odnieść wrażenie, że tutaj nikt nikogo nie lubi. To tutaj, na rożnego rodzaju grupach, tworzą się wrogo nastawione do siebie "obozy", tutaj każdy może pisać o drugiej osobie co mu się żywnie podoba (a jako, że się niezbyt lubimy, to znajdą się sojusznicy, potwierdzający wszelkie brednie), tutaj nikt nikomu nie wybaczy pomyłki, bo zawsze ma pod ręką screena, który pogrąży oponenta, wreszcie - tu można zmieszać z błotem każdego, kto ma inne poglądy.

Uważam się za psiarza i lubię psiarzy w realu. "W realu" jest tu kluczowym określeniem. Nie przepadam za psiarzami w Internecie - za naszym czepialstwem, chęcią do robienia zadym i wykorzystywaniem każdego pretekstu do takowych. Wtrącaniem się w życie innych z "dobrymi radami", za którymi często stoi chamstwo, a nie chęć pomocy. Sprzedawaniem szerokiemu gronu ciekawostek z życia osoby, z którą dziś prowadzi się wojnę, ale niegdyś trzymało się sztamę i przyklaskiwało jej poczynaniom. Przykrym jest, że na żywo, przy okazji wystaw czy imprez sportowych, potrafimy obojętnie się mijać bądź silić na życzliwości, udawać, że wszystko jest w porządku, by dopiero w Internecie rozpoczynać pyskówki.

 A Wy jakie macie zdanie na temat środowiska? Czujecie się jego częścią, czy raczej stronicie od towarzystwa psiarzy?

  • 8 Comments
To hasło, które z pewnością każdy z nas w życiu słyszał. Szczególnie często spotykałam się z nim na forach dotyczących szkolenia psów, gdzie zauważalna jest tendencja do przypisywania wszelkich psich problemów behawioralnych zaniedbaniu przewodnika. Kwestię tego, na ile zabieg ten jest uzasadniony, w tym miejscu pominę, zainteresowało mnie coś innego - adekwatność powiedzenia "jaki pan, taki kram". Jaki pan, taki... pies? Czy może odwrotnie?


Zdarza mi się zastanawiać nad tym, co ludzie (głównie ci, których widuję na spacerach) sądzą o mnie, patrząc na mojego Jima - bo przecież "pies upodabnia się do właściciela". A może - czego spodziewają się, patrząc na mnie, a nie znajdują w moim zwierzaku?

Po pierwsze - odludek. Na spacerach do nikogo nie podchodzę, ba, ja jeszcze odchodzę, kiedy ktoś się zbliża :D Najczęściej spaceruję sama, słuchając muzyki czy rozmawiając z psem. Jim z kolei nie przepada za przypadkowymi spotkaniami. Kto od kogo przejął? Chyba nasza cecha wspólna.

Po drugie - roztargnienie. Kiedy zaczynam trening rzucam rzeczy "gdzie bądź" - zdarza się, że po paru godzinach muszę cofać się w poszukiwaniu smyczy, zostawionej gdzieś w trawie. Nauczyłam się już dokładnego sprawdzania, czy wszystkie zabawki lub aparat są na miejscu, ale incydenty ze smyczą mam całkiem często. Jim sprawuje się tutaj dużo lepiej, ale zdarza mu się, że wróci z jeziora bez aportu. Poza tym, przez 1/3 czasu patrzy się w niebo, przez co wygląda na roztargnionego. Raczej cecha typowo moja ;)

Po trzecie - nerwowość, co w połączeniu z roztargnieniem wygląda dosyć... żałośnie. Jestem typem panikarza i często staram się wyprzedzić fakty, co rzadko wpływa korzystnie na sytuację. Przez to mam tendencję do demonizowania własnego psa, żeby tak naprawdę mieć święty spokój. Jim na spacerze jest psem bardzo impulsywnym, wszędzie go pełno i nie zawsze potrafi utrzymać emocje na wodzy. Równie często, co ja, uprzedza reakcję innych, przez co sprawia okropne pierwsze wrażenie. Wydaje mi się, że w tej kwestii wpadliśmy w błędne koło. Ja stresuję się, bo wiem, na co go stać, on stresuje się, bo wie, że ja się stresuję... Poza tym, oboje nie lubimy przebywać w tłumie i bardzo szybko się poruszamy, kiedy przyjdzie nam się zmierzyć się z masą ludzi. Nasza wspólna cecha, niewątpliwie.

Po czwarte - przyjazne nastawienie. Nie budzi we mnie wątpliwości, że choćbym się starała, nie mogę wyglądać groźnie, po prostu nie mogę :P Zwykle uśmiecham się i skłaniam się ku uprzejmości w odnoszeniu się do drugiej osoby, nawet, jeśli jej obecność nie jest mi niezbędna do szczęścia. Zawsze zamienię parę zdań i nie pożegnam nikogo chamską odzywką (czasami by się przydało). Z tego względu ludzie podchodzą i zagadują, oczekując się, że jesteśmy fajną parą. Jim też nie może sprawiać wrażenia groźnego - wygląda jak puchata, biała owca. Z tym, że on nie jest już taki miły - nie ma problemu z opędzaniem się od towarzystwa. A więc - cecha moja, pies przejął pozornie ;) Niemniej, jest w niej coś wspólnego - dobieramy sobie często specyficznych kumpli.

 Po piąte - przewrażliwionie aka strach. Przyznaję, że można odnieść takie wrażenie, kiedy widząc na horyzoncie nawet małego psa, od razu łapię swojego - wygląda to, jakbym bała się, że zrobi krzywdę mojemu (padają oczywiście zapewnienia, że tamten nie jest groźny). Mylne to wrażenie, gdyż nie do końca chodzi tu o bezpieczeństwo Jima, raczej asekuracyjne zapewnienie sobie nad nim większej kontroli. Lękliwość to akurat w 100% cecha Jima i jeśli wyglądam, jakbym ją podzielała, to z pewnością przejęłam ją po nim.

Po szóste - aktywność. Ani ja, ani on nie umieramy z nudów, jeśli nie zapewni się nam przez cały dzień (a nawet parę dni) zajęcia, ale nie wyobrażam sobie spaceru, podczas którego nie robimy nic. Oboje jesteśmy podczas wyjść aktywni, on domaga się czegokolwiek, każde sięgnięcie do torby zostanie zarejestrowane. Ja natomiast czuję potrzebę spacerowania dłużej, niż godzinę i nie potrafię wychodzić na piętnastominutowe spacery (a jeśli - zrobię trening). Także - oboje tak mamy.

To wszystko, co przychodzi mi do głowy, jeśli chodzi o nasz wizerunek spacerowy. Jak widać, parę rzeczy współgra, nie jesteśmy jednak idealnie zgranym teamem, który we wszystkim się zgadza.


Pozdrawiamy,
B & A &J
  • 5 Comments

Chociaż środowisko psiarzy zrzesza ludzi o podobnej pasji, trudno uznać je za grupę o jednolitej strukturze. Jest ono gronem miłośników o różnych poglądach na kwestię wyboru psa, jego wychowania, metod szkolenia, podejścia do niego - podczas dyskusji często można dostrzec tworzenie się wręcz opozycyjnych obozów, które zawzięcie sprzeczać się będą o to, która ze stron ma rację. Z takimi zachowaniami nie spotykamy się jedynie w Internecie (chociaż tam wykłócanie się przychodzi z łatwością, gdyż nikt tak naprawdę nie zweryfikuje prawdziwości naszych słów), ale także (a może przede wszystkim) w świecie realnym, podczas spacerów czy spotkań z innymi psiarzami. Właśnie wówczas nadchodzi ten moment - konfrontacja naszych racji z czyimiś - często poprzedzony komentarzami takimi jak "On chciał się tylko przywitać", znanymi chyba każdemu spacerowiczowi ;) Wtedy też uświadamiamy sobie, jak różnie ludzie podchodzą do sprawy wychowania psa i jego obecności w przestrzeni publicznej.
Ja rzadko spotykam się z naprawdę karygodnymi zachowaniami drugiej strony, ale śledząc wypowiedzi właścicieli widzę, że chyba stanowię wyjątek, bo innym z kolei nieprzyjemne sytuacje zdarzają się wcale nie "od święta".
Jimmy jest psem, który reaguje na inne w sposób nieprzewidywalny, dlatego też zazwyczaj ucinam wszelkie próby kontaktu, szczególnie gdy widzę, że ktoś może mieć później do mnie pretensje (a wierzcie mi, że są tacy ludzie, po których widać, że chętnie zrzucą na Ciebie winę, nawet jeśli to ich pies śmiga od jednego czworonoga do drugiego). Mój również nie jest aniołkiem, sam nieraz spowodował pyskówkę, nie chcę więc mieszać się w sytuacje, których nie jestem pewna. Zawsze jednak staram się być spokojna, gdy do kontaktu dojdzie, nawet jeśli nie zapowiada się dobrze - po prostu z daleka ostrzegam, że mój innych nie lubi. Komunikat jednoznaczny, ale czy na pewno? Jakich spacerowiczów spotykamy na swojej drodze?

Sytuacja nr 1: Pies podbiega, człowiek w oddali. Tekst: "Ależ proszę się nie martwić, to suczka, dogadają się!" / "Pani się nie boi, mój nie jest groźny".
Ciągle aktualne i równie często przez Jimmy'ego obalane. Jimmy potrafi świetnie dogadywać się z samcem, natomiast całkowicie nie akceptować suczek. Wszystko zależy od jego humoru, od podejścia drugiego psa, od miejsca spotkania i tak dalej. 

Sytuacja nr 2: Pies podbiega, człowiek w oddali. Tekst: "To mój się nauczy, żeby nie podchodzić do każdego, bo to myśli, że wszystkie są fajne".
Moja ulubiona postawa! Otóż poza tym, że to ja muszę radzić sobie ze swoim psem oraz psem drugiej strony, to podbiegacz nauczy się co najwyżej, żeby omijać białego psa w czarne kropki... albo i nie. Poleci dalej, ale właściciel z satysfakcją przyjmuje tę lekcję pokory, jaka została udzielona jego czworonogowi.

Sytuacja nr 3: Pies podbiega, człowiek w oddali. Tekst: "Azor, wracaj, nie słyszałeś, że piesków nie lubi!".
A Azor nie wraca. Albo wraca po dłuższej chwili, kiedy nie ma z tego żadnej atrakcji. Bo jemu nikt nie wytłumaczył, co znaczy, że tamten piesków nie lubi.

Sytuacja nr 4: Pies podbiega, człowiek w oddali. Tekstu brak.
...

Sytuacja nr 5: Pies podbiega, człowiek w oddali. Tekst: "One to się znają".
Jeśli faktycznie się znają, nie wdaję się w dyskusję, bo nic złego z tego spotkania nie wynika. Takich podbiegaczy akceptujemy, pod warunkiem, że znajomość to nie tylko wymysł drugiej osoby...

Sytuacja nr 6: Pies na smyczy, człowiek zmierza ku nam. Tekst: "Niech się pani nie boi, mój jest niegroźny".
Tutaj po prostu odpowiadam, że mój za to zaczepny i nie szukamy zwady. Zazwyczaj skutkuje, czasami trafiamy na opornych, ale nigdy nie spotkałam się z chamstwem typu "To ja mimo wszystko puszczę swojego".

Sytuacja nr 7: Pies na smyczy/luzem, człowiek zmierza ku nam. Tekst: "A to chodź, nie będziemy pieska denerwować".
Pies zarządza odwrót, respektując zdanie swojego człowieka. Idealna para!

Sytuacja nr 8: Pies na smyczy/luzem, człowiek zatrzymuje się i zaczyna pogawędkę.
Akceptuję to. Nawet jeśli mój pies nie zachowuje się dobrze, druga strona zazwyczaj jest z tych z nieco bardziej luzackim podejściem i uznaje, że jego pies na tym nie ucierpi. Staram się kontrolować mojego, ale nawet jeśli dojdzie do histerycznej pyskówki, to nie mam problemu z poświęceniem paru chwil na rozmowę - zdarza mi się trafiać na naprawdę rozgarniętych rozmówców.

To chyba wszystkie, jakie mogę sobie przypomnieć. Pomijam reakcje psów, bo nie o tym tu mowa - chodzi mi o psiarzy, którzy czasami dążą do spotkania z większą chęcią, niż ich towarzysze. Każda z tych sytuacji może skończyć się zabawą. Komunikat "On nie lubi innych psów" stosuję głównie w przypadku spontanicznych spotkań, gdzie wiem, że druga strona po prostu nie nadaje się do towarzystwa dla Jimmy'ego, nie przypadła mu do gustu, jest w takim typie, jakiego on faktycznie nie lubi. Nigdy z daleka nie krzyczę, żeby pies natychmiast został zabrany, bo wiem, że to i tak nie poskutkuje. Poza sytuacjami, myślę, że śmiało mogę wyróżnić też parę typów psiarzy ;)



Typ "Mój pies może!"
Czyli jego może, cała reszta nie. Nie i już. To, że drugiej stronie zachowanie się nie podoba, to nie znaczy, że jego psu nie wolno. I jeszcze będzie się o to wykłócał. I nie przemówisz do rozsądku.

Typ "Nie, bo nie"
Z takim zachowaniem spotykałam się głównie, gdy bez świadomości jak podbiegacze mogą denerwować, pozwalałam na to Bonie. To są ludzie, którzy nie życzą sobie żadnych kontaktów, żadnego zaczepiania ich, przeszkadzania im, wchodzenia w ich przestrzeń i komunikują to zazwyczaj z daleka, nie przebierając w słowach. Ja nie mam nic przeciwko, mają prawo, a i mnie nie bawi widok mojego psa naprzykrzającego się innym.

Typ "Ale o co chodzi?"
Czyli on problemu nie widzi, pies to pies, musi się przywitać i wybiegać. Zauważyłam, że tego typu osobom towarzyszą zazwyczaj czworonogi albo bez problemów behawioralnych, które faktycznie próbują się "tylko przywitać" (powąchać i odejść), albo wręcz przeciwnie, takie, nad którymi właściciel kompletnie nie panuje, ale jemu to nie przeszkadza, gdyż w razie czego... jego pies ucieknie. Człowiek sprawia wrażenie całkowicie pogodzonego z losem i charakterem pupila i nie stara się spojrzeć na sytuację z perspektywy innej osoby. Nie zawsze dąży do kontaktu, czasami jest mu obojętne, w jakim kierunku udaje się pies.

Typ "Nie wiem czego chcę"
Bardzo zagadkowy, jednak często przeze mnie spotykany ;) Są to osoby, które z jakiegoś powodu kręcą się wciąż obok nas, nie próbując podejść bliżej czy rozpocząć rozmowę. Nigdy nie mogę zrozumieć o co im chodzi, bo nie widzę, żeby próbowali w ten sposób popracować nad zachowaniem swojego pupila, na przykład wykorzystać tę okazję na przećwiczenie ignorowania innych czworonogów - zatrzymują się jedynie w pewnej odległości i przyglądają. Wspomnę, że nie chodzi tu o sytuacje, gdy robimy coś interesującego, tylko sobie swobodnie spacerujemy, nie wyciągając nawet smakołyków czy zabawki.

Typ "Wieczny optymista"
Ten typ najczęściej wykazuje zachowania opisane w sytuacji nr 8. Uśmiechnięty, wyluzowany, otwarty na świat i nowe znajomości. Czy go chcą, czy nie chcą, podejdzie - najwyżej go pogonią, z czego potem (z nutką niezrozumienia) zwierzać się będzie innemu spacerowiczowi, chętnemu go wysłuchać. Bo on to w ogóle nie rozumie, jak można izolować psy - przecież one się dogadają zawsze.

Typ "Wujek Dobra Rada"
On wie lepiej. On po prostu wie lepiej, dlatego też ma dla Ciebie szereg uniwersalnych porad, które koniecznie musisz wcielić w życie. Nie zna Twojego psa? Nie szkodzi, metoda działa na jego, zadziała na każdego. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że często nie chodzi mu o pomoc, lecz o narzucenie nam swojego zdania.

Typ "Ojej"
Ludzie, którzy nigdy nie spodziewają się tego, co się właśnie stało. Często też reagują na złe zachowanie dopiero w momencie, gdy ma ono miejsce, nie próbując mu wcześniej zapobiec. Nie wyciągają wniosków, nie zastanawiają się, dlaczego pies zachowuje się tak, a nie inaczej. Ojej, pierwszy raz się rzucił! Ojej, pierwszy raz mi uciekł! Ojej, on nigdy tak nie robi!


Ja w oczach innych uchodzę chyba za typ "Nie, bo nie", ale sama wolałabym nie pasować do żadnego, które tu przedstawiłam ;) Natomiast najbardziej denerwujący są ludzie spod typu "Ale o co chodzi?", bo oni faktycznie nie widzą w niczym problemu... Typ "Ojej" staje na naszej drodze rzadko, za to zauważyłam, że wiele osób zmaga się z takowym na co dzień. My zazwyczaj mijamy po prostu normalnych psiarzy - nieuciążliwych, zwyczajnie ignorujących nas, zajmujących się swoimi sprawami. Na szczęście ;)


Pozdrawiamy,
B & A & J

Na blogu pojawiła się zakładka "Polecamy", gdzie umieszczać będę linki do akcesoriów,
które zostały przez nas sprawdzone, przetestowane i uznane za godne zainteresowania. Już niebawem post o produktach Oh My Pet doczeka się aktualizacji po niemal dwuletnim użytkowaniu.

  • 14 Comments
Starsze posty Strona główna

Śledź nas

  • youtube
  • instagram

Ostatnie posty

TAGI

przemyślenia recenzja dogfrisbee akcesoria sport zabawki adopcja opinia o psiarzach psia sztuczka spacer sztuczka z życia wzięte smycz psi bloger smakołyki lękliwy pies

Archiwum bloga

  • ▼  2019 (2)
    • ▼  lutego (1)
      • Smycz miejska & szelki guard, Dog's Profit
    • ►  stycznia (1)
  • ►  2018 (11)
    • ►  grudnia (2)
    • ►  września (1)
    • ►  sierpnia (3)
    • ►  czerwca (2)
    • ►  maja (1)
    • ►  stycznia (2)
  • ►  2017 (12)
    • ►  grudnia (1)
    • ►  października (2)
    • ►  września (1)
    • ►  sierpnia (1)
    • ►  lipca (1)
    • ►  czerwca (2)
    • ►  maja (3)
    • ►  marca (1)
  • ►  2016 (10)
    • ►  grudnia (1)
    • ►  listopada (1)
    • ►  lipca (1)
    • ►  maja (1)
    • ►  kwietnia (1)
    • ►  marca (1)
    • ►  lutego (2)
    • ►  stycznia (2)
  • ►  2015 (8)
    • ►  listopada (2)
    • ►  września (1)
    • ►  lipca (1)
    • ►  czerwca (1)
    • ►  stycznia (3)
  • ►  2014 (8)
    • ►  grudnia (1)
    • ►  listopada (1)
    • ►  września (1)
    • ►  maja (1)
    • ►  kwietnia (2)
    • ►  stycznia (2)
  • ►  2013 (14)
    • ►  grudnia (3)
    • ►  października (1)
    • ►  sierpnia (2)
    • ►  lipca (1)
    • ►  czerwca (1)
    • ►  maja (2)
    • ►  kwietnia (2)
    • ►  lutego (1)
    • ►  stycznia (1)
  • ►  2012 (11)
    • ►  grudnia (3)
    • ►  listopada (2)
    • ►  października (1)
    • ►  września (1)
    • ►  sierpnia (1)
    • ►  maja (1)
    • ►  kwietnia (2)

Obserwatorzy

instagram

Created By ThemeXpose | Distributed By Blogger

Back to top