środa, 1 marca 2017

Pożegnanie


W nocy z 6 na 7 stycznia pożegnaliśmy Bonę. Suczkę, która...

spędziła z nami 14 lat i ponad 4 miesiące, 
była najbardziej nietypowym psem, jakiego znam,
zaszczepiła we mnie miłość do psów,
sprawiła, że założyłam pierwszego bloga i zainteresowałam się fotografią,
stała się znakiem rozpoznawczym naszej rodziny,
miała swoje zdanie na każdy temat (i ciężko było przekonać, że nie ma racji),
była prawdziwą i kochaną szelmą ;),
kochała poznawać świat,
potrafiła rozbawić w ułamku sekundy,
zarażała optymizmem i była pełna radości,
łamała krążące o rasie stereotypy,
była piękna i przyciągała uwagę niemalże każdego człowieka na ulicy,
stanowiła kwintesencję lekkoducha,
 niczym się nie przejmowała i niczego się nie bała,
uwielbiała podróże,
potrafiła dostosować się do każdych warunków,
ustalała porządek w domowym zwierzęcym gronie,
nie dała się zbyć zwykłym "odejdź",
zawsze chciała przebywać blisko ludzi,
swoją obecnością działała terapeutycznie,
na spacerach uwielbiała wąchać kwiaty i obserwować otoczenie,
nie dała po sobie poznać, że się starzeje.

Moment pożegnania nadszedł tak nagle, że kompletnie nikt się go nie spodziewał. Byłyśmy przy niej do końca. A wszystkim wciąż jej brakuje - pozostały nam przyzwyczajenia (wciąż mamy "psy", a nie "psa") i wspomnienia.