niedziela, 4 grudnia 2016

Twój pies jest twoją wizytówką


To hasło, które z pewnością każdy z nas w życiu słyszał. Szczególnie często spotykałam się z nim na forach dotyczących szkolenia psów, gdzie zauważalna jest tendencja do przypisywania wszelkich psich problemów behawioralnych zaniedbaniu przewodnika. Kwestię tego, na ile zabieg ten jest uzasadniony, w tym miejscu pominę, zainteresowało mnie coś innego - adekwatność powiedzenia "jaki pan, taki kram". Jaki pan, taki... pies? Czy może odwrotnie?



Zdarza mi się zastanawiać nad tym, co ludzie (głównie ci, których widuję na spacerach) sądzą o mnie, patrząc na mojego Jima - bo przecież "pies upodabnia się do właściciela". A może - czego spodziewają się, patrząc na mnie, a nie znajdują w moim zwierzaku?

Po pierwsze - odludek. Na spacerach do nikogo nie podchodzę, ba, ja jeszcze odchodzę, kiedy ktoś się zbliża :D Najczęściej spaceruję sama, słuchając muzyki czy rozmawiając z psem. Jim z kolei nie przepada za przypadkowymi spotkaniami. Kto od kogo przejął? Chyba nasza cecha wspólna.

Po drugie - roztargniona. Kiedy zaczynam trening rzucam rzeczy "gdzie bądź" - zdarza się, że po paru godzinach muszę cofać się w poszukiwaniu smyczy, zostawionej gdzieś w trawie. Nauczyłam się już dokładnego sprawdzania, czy wszystkie zabawki lub aparat są na miejscu, ale incydenty ze smyczą mam całkiem często. Jim sprawuje się tutaj dużo lepiej, ale zdarza mu się, że wróci z jeziora bez aportu. Poza tym, przez 1/3 czasu patrzy się w niebo, przez co wygląda na roztargnionego. Raczej cecha typowo moja ;)

Po trzecie - nerwowa, co w połączeniu z roztargnieniem wygląda dosyć... żałośnie. Jestem typem panikarza i często staram się wyprzedzić fakty, co rzadko wpływa korzystnie na sytuację. Przez to mam tendencję do demonizowania własnego psa, żeby tak naprawdę mieć święty spokój. Jim na spacerze jest psem bardzo impulsywnym, wszędzie go pełno i nie zawsze potrafi utrzymać emocje na wodzy. Równie często, co ja, uprzedza reakcję innych, przez co sprawia okropne pierwsze wrażenie. Wydaje mi się, że w tej kwestii wpadliśmy w błędne koło. Ja stresuje się, bo wiem, na co go stać, on stresuje się, bo wie, że ja się stresuje... Poza tym, oboje nie lubimy przebywać w tłumie i bardzo szybko się poruszamy, kiedy przyjdzie nam się zmierzyć się z masą ludzi. Nasza wspólna cecha, niewątpliwie.

Po czwarte - przyjazne nastawienie. Nie budzi we mnie wątpliwości, że choćbym się starała, nie mogę wyglądać groźnie, po prostu nie mogę :P Zwykle uśmiecham się i skłaniam się ku uprzejmości w odnoszeniu się do drugiej osoby, nawet, jeśli jej obecność nie jest mi niezbędna do szczęścia. Zawsze zamienię parę zdań i nie pożegnam nikogo chamską odzywką (czasami by się przydało). Z tego względu ludzie podchodzą i zagadują, oczekując się, że jesteśmy fajną parą. Jim też nie może sprawiać wrażenia groźnego - wygląda jak puchata, biała owca. Z tym, że on nie jest już taki miły - nie ma problemu z opędzaniem się od towarzystwa. A więc - cecha moja, pies przejął pozornie ;) Niemniej, jest w niej coś wspólnego - dobieramy sobie często specyficznych kumpli.

 Po piąte - przewrażliwiona aka przestraszona. Przyznaję, że można odnieść takie wrażenie, kiedy widząc na horyzoncie nawet małego psa, od razu łapię swojego - wygląda to, jakbym bała się, że zrobi krzywdę mojemu (padają oczywiście zapewnienia, że nie jest groźny). Mylne to wrażenie, gdyż nie do końca chodzi tu o bezpieczeństwo Jima, raczej asekuracyjne zapewnienie sobie nad nim większej kontroli. Lękliwość to akurat w 100% cecha Jima i jeśli wyglądam, jakbym ją podzielała, to z pewnością przejęłam ją po nim.

Po szóste - aktywność. Ani ja, ani on nie umieramy z nudów, jeśli nie zapewni się nam przez cały dzień (a nawet parę dni) zajęcia, ale nie wyobrażam sobie spaceru, podczas którego nie robimy nic. Oboje jesteśmy podczas wyjść aktywni, on domaga się czegokolwiek, każde sięgnięcie do torby zostanie zarejestrowane. Ja natomiast czuję potrzebę spacerowania dłużej, niż godzinę i nie potrafię wychodzić na piętnastominutowe spacery (a jeśli - zrobię trening). Także - oboje tak mamy.

To wszystko, co przychodzi mi do głowy, jeśli chodzi o nasz wizerunek spacerowy. Jak widać, parę rzeczy się zgadza, nie jesteśmy jednak idealnie zgranym teamem, który we wszystkim się zgadza.



Jakie są Wasze odczucia? Wasze psy stanowią fantastyczne dajmony czy raczej totalne przeciwieństwa? Jak jesteście odbierani przez otoczenie, biorąc pod uwagę zachowanie psiaków? Uważacie, że robicie pozytywne wrażenie czy... wręcz przeciwnie?


Pozdrawiamy,
B & A &J