poniedziałek, 28 października 2013

Stay strong

Wydaje mi się, że wakacje dopiero się skończyły, a tymczasem jest już prawie listopad i mamy jesień! Kiedy to zleciało? Jeszcze rok temu cieszyłabym się, że czas upływa tak szybko, tymczasem widmo matury sprawia, że wcale mi się do wakacji nie spieszy...
Zwykle mam tak dużo do zrobienia, że o jakichkolwiek długich spacerach nie ma mowy, a kiedy przydarzy się luźniejszy dzień w szkole, po zajęciach nie mam na nic siły, chociaż jesień i jesienne spacery wprost uwielbiam...

To nie znaczy jednak, że odłożyłam wszelkie sprawy związane z psami na bok, wręcz przeciwnie! Od ostatniego tygodnia wakacji nie wychodzę na spacer bez dużej ilości smakołyków i ambitnych postanowień. Do niedawna myślałam, że Jim taki jest i nic nie da się z tym tak do końca zrobić,a teraz, chociaż wciąż mamy mnóstwo tych gorszych dni, wciąż potrafi zrobić coś boleśnie nieprzewidywalnego to... widzę postępy. Widzę, że się stara i próbuje skupiać nawet w miejscach, w których bardzo trudno mu się wyciszyć i skoncentrować. Poza tym, praktycznie sam z siebie poprawił się aport, z którym tak długo walczyłam - od kiedy stanowi już tylko dodatek, a my wałkujemy bezwarunkowe przywołanie, panowanie nad sobą w obecności psów (i w ogóle pracujemy nad stosunkiem wobec czworonogów), a nawet chodzenie przy nodze z zachowaniem kontaktu wzrokowego (tak, mój pies z misją kontrolowania otoczenia, potrafi iść obok, wpatrzony we mnie przez paręnaście minut! :D), przynoszenie piłeczki, zakończone często radosnym skokiem na moją osobę, przestało być już tak problematyczne, jak kiedyś :) Oczywiście nie stał się nagle aniołkiem, wcale nie brakuje mu głupich pomysłów, ale od kiedy pracuje i zaskakuje mnie swoim opanowaniem i zapałem, spacery stały się dużo przyjemniejsze, a ja nareszcie czuję, że mogę od niego czegoś wymagać, bez względu na to, gdzie się znajdujemy. Mam nadzieję, że tym razem w końcu obraliśmy właściwy kierunek.

Pozdrawiamy,
B & A & J